Statystyka

czwartek, 18 kwietnia 2013

19| Kolejka

Rozdział XIX
  Głosy. Wiele rozweselonych głosów i śmiechów. Natalie założyła kosmyk włosów za ucho i rozejrzała się dookoła. Ludzie rozmawiali wesoło ze sobą o przeróżnych rzeczach, a ona sama stała z wymiętą  karteczką w dłoniach , próbując wmówić sobie,że nie jest jej zimno. A było. Stała na dworze, śnieg opadał na jej ramiona, ale kolejka do Filcha na całe szczęście zmniejszała się doprowadzając ją coraz bliżej celu. Raz, jedyny raz była w Hogsmeade i nie zdążyła odwiedzić żadnego sklepu, bo tylko biegła za spieszącą się na pociąg Babcię. Spojrzała w innym kierunku i wreszcie dostrzegła osobę, której tak wypatrywała.
  Harry poprawił swoje okulary i po raz kolejny stanął na palcach, by dojrzeć, czy może jest bliżej Filcha. Bardzo chciał już odwiedzić wioskę, po raz pierwszy w tym roku szkolnym. Czuł rosnące podekscytowanie, bo wreszcie miał pójść tam legalnie, a nie skryty pod peleryną niewidką i przemykający po sekretnych, brudnych korytarzach.
-Nie mogę się doczekać! - jęknął Ron.
-Hmm? - oderwał się od swoich rozmyślań Potter - Czego?
-Niedługo ogłoszą uczestników Turnieju! - stwierdziła Hermiona.
Minęła ich grupka wysokich, jasnowłosych dziewcząt w błękitnych płaszczach, chichoczących z nieznanego im powodu. Były piękne, ale Harry zdawał sobie sprawę z tego,że nawet nie potrafiłby się odezwać w ich obecności. Kolejka poruszyła się o kilka kroków do przodu.
-Ale ten Moody mnie przeraża. - szepnął Ron, jakby obawiał się,że w każdej chwili swojego życia jest obserwowany. - Widziałeś jak on łypie na wszystkich tym swoim okiem...?
-Weasely! Nie powinieneś mówić o kimś za jego plecami, to niegrzeczne. - Rozległ się twardy głos za nimi.
Potter kojarzył go z apelu, ale nie zwrócił na niego dostatecznej uwagi. teraz zaś mógł się dokładnie przyjrzeć nowemu profesorowi od Czarnej Magii.
Alastor Moody był nieco wyższy od niego. Całą jego twarz pokrywały szramy, których część zakrywał pasek umocowujący sztuczne oko, które aktualnie rozglądało się dookoła widząc wszystko, czego normalny człowiek nie zauważyłby od razu. Profesor tego dnia nie za bardzo przejął się panującym chłodem i na siebie zarzucił lekką narzutę sięgającą kolan. Zamiast jednej nogi miał Drewniany kołek, a u pasa został powieszony mały pojemniczek, najwyraźniej z jego własną miksturą. Moody patrzył na Rona z pogardą, a ten skulił się , jakby miało to sprawić,że zniknie z pola widzenia profesora. Alastor spojrzał wtedy na Harry'ego jakby z czymś w rodzaju fascynacji i powiedział
-Chłopiec, który przeżył tak? - podszedł o krok bliżej - Uważaj na siebie, chłopcze.
Po czym odszedł. tak po prostu, a w głowie Pottera zabrzmiały pytania, których jeszcze nie zdążył zadać. po chwili otrząsnął się i ruszył za kolejką. Ron poklepał go tylko po plecach, jakby mówiąc "Stary, nie wiem o co chodzi ale możesz na mnie liczyć" , natomiast Hermiona wpatrywała się w ziemię, zatopiona we własnym Hermionowatym świecie...
  Od Filcha dzieliły ją cztery osoby. Natalie westchnęła ponownie, po czym znów się odwróciła zerkając na czarną czuprynę Harry'ego. Ten był jednak zajęty rozmową z kimś... kimś, kogo z pewnością nie chciałaby poznać.
-To Alastor Moody - szepnął jej ktoś do ucha.
Podskoczyła i spojrzała na ów osobę. Alex uśmiechał się wesoło, zadowolony,że udało mu się ją przestraszyć. Ruda skinęła lekko głową.
-Nie zauważyłam Cię. - powiedziała po chwili.
-Dopiero podszedłem, ja już mam sprawdzony podpis. - mrugnął do niej - Ale ... - Jego wzrok wędrował przez moment, po czym zatrzymał się w jednym miejscu. Talie powędrowała za spojrzeniem Alexa i dotarła do Cedrica i grupki jego przyjaciół - Ja już muszę lecieć. - A kiedy już odchodził dodał jeszcze - I nie patrz tak na Pottera, bo wszystko co udało mu się zrobić, to mieć szczęście jako niemowlę.
-Ja wcale nie... - obruszyła się dziewczyna, ale ten już dobiegał do przyjaciela.
Prychnęła więc pod nosem i poruszyła się do przodu.
Kiedy Filch przyjął jej podpis z wielką ulgą odeszła do mniej zatłoczonego kawałka ziemi. Jednak uczucie minęło tak szybko jak się pojawiło. Stała tam teraz, sama, nie mając się do kogo przyłączyć. Rozejrzała się. Wszyscy kogoś mieli. nawet Neville rozmawiał sobie z jakąś jasnowłosą dziewczyną z różdżką wetkniętą za ucho. Talie przełknęła ślinę. Została sama.
-Czego tak stoisz jak ten słup soli Longbottom? - odwróciła się gwałtownie.
O nie. O nie. O nie.
-Czego się patrzysz Malfoy? - odgryzła się.
Serce biło jej jak oszalałe z niewiadomych powodów, ale starała się wyglądać jak najspokojniejsza osoba na świecie. Można powiedzieć,że jej to wychodziło.
-Mam nadzieję,że nikomu nie powiedziałaś, co? - warknął podchodząc nieco bliżej.
-A po jakie licho miałabym komukolwiek opowiadać o czymkolwiek? - kiedy dostrzegła tryumf w jego oczach poczuła przemożną chęć śmiania się z niego - Myślisz,że kogokolwiek byś obchodził?
Jego pogardliwy uśmieszek zniknął jak na zawołanie.
O nie.
-Longbottom. lepiej uważaj, bo nie będę już dla ciebie taki miły. - Syknął z nienawiścią.
Aż dziwne,że bicie jej serca nie było słyszalne przez cały Hogwart. W jej uszach brzmiało to jak dzwony, które akuratnie biły by obwieścić ważną wiadomość.
-T-Ty w ogóle byłeś kiedykolwiek miły? Chyba tylko dla swoich skarpetek. - odpowiedziała.
Po czym skarciła się w myślach.
Boże , to był najgłupszy tekst w moim - myślała rudowłosa - Chcę zniknąć.
Za to Malfoy wydawał się jednak przyjąć to do siebie. Spojrzał z pogardą prosto w jej zielone oczy i splunął pod jej stopy.
Tego już za wiele Malfoy.
Mogła znieść wywyższanie się, obrazy i podłość. Ale nigdy, PRZENIGDY nie pozwoli sobie pluć pod nogi. Nie ma takiej opcji.
-Słuchaj, panie Wiem-Wszystko-Bo-Mój-Tatuś-jest-Fajny . - Podeszła do niego czując przypływ negatywnych emocji, głównie złości i rozgoryczenia. - Nie wiem co masz pod tą swoją blond czupryną, ale nie mam zamiaru pozwolić ci się tak zachowywać. Jeszcze raz spluniesz mnie, lub komukolwiek z moich przyjaciół pod nogi, nie daruję ci tego. NIE DARUJĘ.
-A co mi zrobisz Longbottom? - drwina w jego głosie raziła ją. Ich twarze były bardzo blisko, oczy przepełnione nienawiścią tak silną, jakiej nie Natalie nie czuła jeszcze nigdy.
I wtedy znowu to zrobił. Zanim Talie się zorientowała, czyjaś ręka uderzyła z impetem w jego twarz, a Malfoy zachwiał się i złapał za policzek. Zaraz moment. To była JEJ ręka.
-LONGBOTTOM! MALFOY! NATYCHMIAST DO MNIE! - McGonagall wybiegła na podwórko krzycząc w niebogłosy.
Cholera.
Podróż do gabinetu profesor dłużyła się niemiłosiernie. Zanim cała trójka zniknęła za drzwiami szkoły Natalie ostatnim tęsknym spojrzeniem objęła kończącą się kolejkę do Hogsmeade.
_____________________________

Jak dawno nie pisałam :o Przymusiłam się,żeby zacząć i wróciła mi wena :) Mam nadzieję pisać krótsze rozdziały, bo sama wiem jak to jest kiedy są potwornie długie (To irytujące nieprawdaż?) i do tego nieciekawe. Ale mimo wszystko podoba mi się to. Co myślicie? xx

poniedziałek, 11 marca 2013

18| Zwierciadło

Rozdział XVIII

  Dlaczego mu się nie postawiłam?! - myślała gorączkowo Natalie gładząc delikatnie szatę. - Jakim cudem usnęłam na tak długo, jeszcze przed obiadem?!
Przetarła zaspane oczy i wyszła z pokoju. Schody skrzypiały cicho, gdy zeskakiwała z nich pospiesznie. Z kieszeni wyjęła wymiętą karteczkę i przejechała po niej palcem.
- Zielarstwo, Transmutacja, Runy, Opieka nad magicznymi stworzeniami... - mruczała pod nosem. - Czyli teraz mamy lekcje z Rubeusem Hagridem, trzeba się pospieszyć.
W momencie, gdy znalazła się w wąskim korytarzu, a przejście zamknęło się tuż za nią, usłyszała czyjeś głośne, spieszne kroki. Talie natychmiast zrozumiała, że to któryś z nauczycieli, który przybył by ją ukarać. Przerażona ruszyła, by ukryć się za kolumną, lecz szata jakby na złość owinęła się wokół jej nóg, przewracając ją prosto na zimną posadzkę.
- Auu - jęknęła i zaczęła się gwałtownie podnosić.
W tej jednakże chwili, zza rogu wybiegł zdyszany Harry. Widząc ją zatrzymał się  nagle, a w jego oczach dostrzec można było... Ulgę?
- Dlaczego zniknęłaś? - zapytał z goryczą.
- Ja... Zasnęłam... - powiedziała Rudowłosa spuszczając wzrok.
Dopiero po kilku minutach niezręczną ciszę przerwał jego śmiech. Zaraz moment.. Śmiech?!
Natalie uniosła głowę i zobaczyła jak chłopak odchyla głowę do tyłu i śmieje się głośniej, niż kiedy ktoś powie pani Longbottom,że kapelusze w piórkach nie są już modne...
Kiedy wreszcie przestał, dziewczyna skrzyżowała dłonie na piersi i zapytała;
- Ale dlaczego cię to obchodzi?
- Ja... Przepraszam, po prostu się.. martwiłem.
Po czym zastygł. Bo nie chciał jej mówić ... Prawdy? Martwił się, bardzo się o nią martwił, ale czy właśnie tak, jak chłopcy martwią się o dziewczyny?
Wtem dziewczyna zaczęła się śmiać. Głośno i dobitnie.Gdy przestała, Potter patrzył na nią nie do końca rozumiejąc co się dzieje.
- Co? Też mam prawo się trochę pośmiać.
Po czym wzruszyła ramionami i dumnie unosząc głowę wyminęła go. Właśnie o coś takiego chodziło. Do tego efektu dążyła. A więc czemu nie mogło to wyjść przy Draco?
- Zaczekaj.
Odwróciła się do niego z niemym pytaniem.
- Moglibyśmy porozmawiać?
~*~*~

- Harry, myślę,że już dawno powinniśmy być na lekcjach. - powiedziała z niepokojem Natalie, gdy przemierzali już kolejne piętro skradając się cicho.
- Ja mam teraz runy, a ty lekcję z Hagridem, myślę,że nic się nie stanie. - szepnął wysyłając jej lekki uśmiech.
- To wejdźmy chociaż do jakiegoś pomieszczenia, nie chcę mieć potem kłopotów. - zażądała dziewczyna.
Jednak każde kolejne drzwi były pozamykane. Było to jak widać piętro jedynie do sprzątania, gdyż mało kto zwykle się tutaj kręcił. 
- Wreszcie! - powiedział Harry, kiedy jedne z drzwi ustąpiły pod jego naciskiem.
Zamknęli je za sobą i zaczęli się rozglądać po sali. To było chyba jedyne miejsce, którym woźny Filch się nie zajmował. Wszystko było przykryte grubą warstwą kurzu, która unosiła się kiedy stąpali niepewnie po skrzypiących drewnianych deskach. Ściany były szarawe i  tylko na jednej wisiał obraz. Przedstawiał on ... puste krzesełko. Zapewne mieszkaniec malowidła postanowił się wyprowadzić. Przez niewielkie okienko wpadało słabe światło. Przy jednej ze ścian stało lustro. Było na wpół przykryte płachtą, tak jakby ktoś bardzo się spieszył, gdy przykrywał ów mebel. JEDYNY mebel w tym pokoju.
Podczas, gdy Harry próbował znaleźć jakąś obluzowaną deskę, Natalie powoli i niepewnie podeszła do lustra. Jednym ruchem zrzuciła z niego narzutę. Ta opadła z wdziękiem na ziemię, ukazując je w całej okazałości. Talie patrzyła z otwartymi ustami na swoje odbicie, jakby nie mogąc uwierzyć.
- Coś się...
Kiedy Potter znalazł się obok niej, zamarł. Widział siebie, a tuż za sobą dwie postacie. Już kiedyś był w takiej sytuacji.
- Przecież... Lustro... Ono miało być ..
- Zniszczone. Zgadza się.
Odwrócili się gwałtownie. W pokoju nikogo nie było, za to w obrazie pojawiła się postać. Był to chudy mężczyzna z kozią, czarną bródką i szarymi, poważnymi oczami. Miał na sobie średniowieczne ubrania, a w ręce trzymał niewielką książeczkę.
- To nie jest zwierciadło Ain Eingarp, chłopcze. - stwierdził mężczyzna. - Tworzy dokładnie takie same iluzje, jednak jest stworzone do czegoś zupełnie większego.
- Do czego takiego? - zapytał zaciekawiony Potter.
Natalie nadal stała tam z otwartymi ustami nie umiejąc wydobyć głosu.
- Czeka ono, na osobę, która ma odmienić wszystko. Tak oznajmia przepowiednia. Ja jestem Albert Ernst , a wy nie powinniście tu być.
- Kiedy ma się pojawić, ten ktoś...? - dopytywał wciąż Harry.
- I gdy powróci czarna postać, siejąc zniszczenie odnajdzie potrzebujących miłosierny duch. -  zacytował Albert.
- Więc kiedy...?
- W momencie, gdy powróci czarny pan zwierciadło spełni swoje przeznaczenie. Musicie uważać na siebie, gdyż zło zawsze powróci , dopóki do końca nie wykończycie diabła.
Kiedy wyszli, Harry wreszcie zwrócił uwagę na zachowanie Natalie. 
- Co... Co zobaczyłaś w lustrze?
- Odnajdzie potrzebujących... Miłosierny duch... -wyszeptała tylko.
____________________________________________________

Uff. Napisałam go wcześniej, ale wszystko się usunęło, ale dzięki temu wyszło nieco lepiej :)

Mam taki pomysł, czytałam tak wiele blogów, często pojawiało się to na nich, więc możemy spróbować! Jeżeli będziecie chcieli, to zadawajcie pytania bohaterom. Wszystkim, o wszystko. Odpiszę oczywiście w miarę moich możliwości :)

Co do rozdziału, chyba tak źle nie jest prawda? Starałam się naprawdę popełniać mało błędów, przysięgam! Możemy też zrobić coś jak w serialach;
Co Natalie zobaczyła w swoim odbiciu? Co oznacza tajemnicza przepowiednia i czy Czarny Pan naprawdę ma powrócić? 

Do następnego napisania! Pozdrawiam Serdecznie ;3

środa, 13 lutego 2013

17| Tak wiele pomyłek.

Rozdział XVII
  Kilka metrów za Talie stała ta sama dziewczyna, którą rudowłosa widziała na korytarzu, uwieszoną na ramieniu Malfoy'a. Patrzyła na Longbottom z oburzeniem, irytacją a nawet... obrzydzeniem.
- Ja... - Zaczęła Natalie - Po prostu się zgubiłam...
- Więc akurat trafiłaś tutaj tajemnym wejściem idąc tuż za - tu zerknęła z uwielbieniem na drzwi przy których stały. - Draconem? Proszę cię! - prychnęła - Pozwoliłabym ci wyjść, gdybyś mnie tak bardzo nie zirytowała. A teraz ty wstrętna, głupia...
- Dosyć Pansy. - Odwróciły się.
Ślizgon stał oparty o framugę drzwi i patrzył arogancko na obie dziewczyny. Zapadła cisza. Ręka dziewczyny, która sięgała ku włosom Natalie zawisła w powietrzu. 
- Nie słyszysz? Zjeżdżaj. Zajmę się tą zdrajczynią krwi.
Ślizgonka skinęła tylko głową i dumnym krokiem odeszła by powrócić na dziedziniec. I w tym momencie Longbottom po raz któryś przeklęła swoją porażającą ciekawość. Mogła zostać wśród swoich znajomych, nie interesować się tym co spiskuje Draco Malfoy i być bezpieczna, a kto wie co jest w stanie jej zrobić?
- Widziałaś coś?
- Hę? - Podniosła głowę którą spuściła bezwiednie. Ślizgon wpatrywał się w nią z irytacją, jakby była najbardziej nierozumnym człowiekiem jakiego poznał.
Chyba właśnie tak było.
- Pytam. Czy coś widziałaś, kiedy tu weszłaś?
- Nie - wyjąkała rudowłosa rumieniąc się.
Oczy jego były chłodne, jakby tafla jeziora przez którą nijak można się było przebić. Skórę miał niesamowicie bladą, niemalże taką jak Talie. I wtedy po raz pierwszy poczuła drgnienie w środku siebie, jakby poczucie obowiązku, że ten którego wszyscy nienawidzą musi zostać przez nią odkryty.
- Więc czemu jeszcze tu stoisz i patrzysz jak głupia? - warknął - Wracaj do swoich żałosnych znajomych!
Skinęła tylko głową i posłusznie odeszła w stronę schodów. Próbowała iść dumnie, jak Pansy, ale potknęła się już po kilku krokach co ostatecznie przekreśliło jej na to szanse.
- Jeszcze raz cię tu zobaczę,to nie wyjdziesz stąd tak łatwo - zawołał za nią - A o tym przejściu nikt ma się nie dowiedzieć jasne?!
- Obiecuję. - odpowiedziała.
Kiedy przekroczyła z powrotem ramę "obrazu" i znalazła się w korytarzu wciąż nie do końca zdawała sobie sprawę z tego co się właśnie stało. Dotarła do schodów ale zamiast iść na wielką salę, na której szkoła miała powitać nowych gości ruszyła w stronę dormitorium Puchonów. Podeszła do obrazu martwej natury i połaskotała widniejącą na nim gruszkę. Przejście otworzyło się.
Kiedy znalazła się w znajomym pomieszczeniu natychmiast poczuła się lepiej. Podeszła do stolika przy oknie omijając rzeczy innych uczniów i sięgnęła po jakąkolwiek książkę. Pobiegła do swojego pokoju i zamknęła się w nim. Od razu usiadła na łóżku i zaczęła czytać. Losową lekturą okazała się "Streszczona Historia Hogwartu". W momencie gdy po raz siódmy odczytywała pierwsze zdanie jej oczy przymknęły się i odpłynęła w krainę snów i marzeń.
*~*~*
-Widziałaś gdzieś Natalie? - Harry wpatrywał się w Hermionę niepewnie.
Ta pokręciła tylko głową i znów wsłuchała się w słowa Dumbledore'a który serdecznie witał nowych gości. Potter po raz kolejny omiótł spojrzeniem stół Puchonów, ale po rudej nie było ani śladu. Wydawało się,że tylko jej brakowało przy stole. 
Odruchowo odwrócił się ku stole Ślizgonów i zobaczył jak Draco przysiada się spóźniony z zadowoloną miną. Harry zaklął pod nosem. 
Ten kretyn na pewno coś jej zrobił, pewnie obwinia ją za to, co zrobiła tego ranka Hermiona. Zakipiała w nim złość. Z jakiego powodu tak bardzo się o nią martwił? Nie była dla niego tak ważna, właściwie to nawet mu się nie podobała. Był za to ktoś, na którego zerkał nawet w takim momencie. 
Przeniósł spojrzenie na stół Krukonów i ujrzał Cho Chang uśmiechniętą jak zawsze zajęta rozmową z przyjaciółkami zbyt bardzo, by zwrócić uwagę na kogoś takiego jak on...
Ale nie czas teraz by martwić się o takie sprawy. Jeżeli to prawda i Ślizgon coś zrobił siostrze Neville'a musiał natychmiast ją odnaleźć a przede wszystkim porozmawiać z Draconem.
Już prawie wstawał, gdy powstrzymała go Hermiona;
- Nie możesz teraz wyjść - syknęła z powagą w oczach - Ona na pewno jest w łazience a poszukasz jej po uczcie, teraz ogłaszane są na prawdę ważne informacje.
Chcąc nie chcąc, Harry został i jego myśli obracały się wciąż wokół Natalie i tylko przez moment - ten krótki moment gdy Dumbledore ukazał im Czarę Ognia i wytłumaczył jak mają się zgłaszać i przedstawił im podstawowe zasady Turnieju - przestał się zamartwiać.
Wreszcie nadszedł koniec. Chłopak zerwał się z miejsca i wybiegł z Sali.
- Co mu się stało? - zapytał Ron.
- Chyba martwi się o Natalie. - Granger wzruszyła ramionami.
- Od kiedy on aż tak się nią przejmuje? - Zdziwił się George który znalazł się nagle tuż obok.
- Kto to wie... - stwierdziła dziewczyna po czym ruszyła do dormitorium.
Tymczasem Potter chodził w tę i z powrotem niedaleko schodów do lochów. Obok przechodzili Ślizgoni zajęci rozmową. Lecz wreszcie zjawił się Draco. Chciał minąć go bez słowa ale Harry mu na to nie pozwolił.
- Gdzie ona jest?!
- Co? - Ślizgon patrzył na niego z zażenowaniem.
- Gdzie jest Natalie?! - podniósł głos Potter.
- A skąd ja mam to niby wiedzieć?! Nie obchodzi mnie ta ... 
- Nie kłam!
I wtem Draco upadł na ziemię trzymając się za nos. Harry nawet sam nie zauważył kiedy jego własna pięść wystrzeliła ku twarzy drugiego i powaliła go na ziemię.
- Doigrałeś się Potter! - Malfoy zerwał się z ziemi i wyciągnął różdżkę gotów użyć jej w każdym momencie.
- Mów! - warknął czarnowłosy.
- Nie mam pojęcia! - wykrzyknął tamten.
Wokół nich zdążyła się zebrać spora grupka uczniów. I w momencie gdy miała zacząć się bitwa z użyciem zaklęć odezwał się cichy, niewyraźny głos:
- Jest w dormitorium.
Harry odwrócił się gwałtownie. Pośród grupki obserwujących stał blady, niski chłopak z tłustymi brązowymi włosami.
- Skąd wiesz? I w ogóle kim jesteś?
- Wiem, bo akurat wybierałem się na ucztę kiedy zobaczyłem jak wchodzi do nas. A nazywam się James.
Nastała przerażająca cisza. Nikt nie zdołał się odezwać. Harry poczuł się jakby dostał w twarz. Mocniej niż Draco. Zerknął na chłopaka i nic nie mówiąc wyminął go i wbiegł po schodach na górę. Reszta uczniów stała w kompletnym oszołomieniu. Oczekiwali czegoś więcej niż jednego uderzenia w twarz, zaskoczonej miny i rozejścia się.
Malfoy poprawił szatę, schował różdżkę i dumnie odszedł jakby nic się nie stało. Za nim pobiegła wierna grupka adoratorów.
Jak Potter w ogóle śmiał twierdzić że zrobił coś tej zdrajczyni krwi? Nie była warta samego spojrzenia na nią. Tego dnia i tak patrzył na nią zbyt długo. A jednak w jej oczach, w tamtej chwili coś było. Jakby jakaś iskierka niezauważalna kiedy pozwolił jej odejść. Nie miał czasu żeby nad tym rozmyślać. Miał o wiele ważniejsze sprawy o których nie mógł wiedzieć nikt poza nim. Oczywiście wkrótce to wyjdzie na jaw ale liczy się ta jedna chwila, gdy plan wejdzie w życie.

_______________________________________________________

Podoba mi się o wiele, wiele bardziej ten rozdział. Pisało mi się go łatwo, przyjemnie i znów wlałam w niego mnóstwo dzisiejszych i nie dzisiejszych emocji. Po pierwsze złość. Ta niby bójka Harry'ego i Dracona - mówię niby, bo tak na prawdę było to jedno uderzenie i wiele słów - to wściekłość, zirytowanie i zażenowanie. Uczucia bohaterów.... Za dużo w moim życiu tych właśnie uczuć ostatnimi czasy a jak inaczej je  wyrazić niż w sposób jaki się kocha?
Piszcie proszę, to dla mnie wiele znaczy : )
Starałam się popełniać mniej błędów,ale jeśli jakieś znajdziecie to będę wdzięczna za wskazanie mi ich :)
Wiecie, 16 pisałam prze ileś tam dni i to z trudem i już rozumiem jak to wpływa na jakość. Nie można się zmuszać. 
Pozdrawiam!

Ps; Zapraszam serdecznie na bloga (nie mojego) polecajcie go, proszę to ważne : ) Blog

sobota, 2 lutego 2013

16| Same niespodzianki

Rozdział XVI

Natalie tępo wpatrywała się w świstek papieru, który trzymała przed sobą. Z jej planu jasno wynikało, że pierwszą lekcją miało być zielarstwo, ale - Na Merlina! - Gdzie niby odbywała się ta lekcja?!
- Talie! - Zmroziło ją.
Znała ten głos bardzo dobrze, aż zbyt dobrze. Wiedziała,że w końcu będzie musiała z nim porozmawiać. Nie mogła udawać,że wszystko było okey, ani też zbytnio panikować z powodu rozmowy z nim. Mimo wszystko przybrała nieco nieudany uśmiech i odwróciła się do niego;
- Neville! 
- Co tu robisz? Za moment zaczynają się lekcje! - Uśmiechnął się, ale widać było u niego niepewność.
- Ja..Właśnie miałam iść na zielarstwo.. Po prostu się zamyśliłam! - Stwierdziła jąkając się.Nie mogłaby mu powiedzieć,że nie ma bladego pojęcia gdzie to jest.
- Odprowadzę cię.
Skinęła tylko głową, a kamień spadł jej z serca. Po pierwsze - Nie był na nią zły. Gdyby tak było albo zacząłby ją ignorować, albo wręcz przeciwnie wszystko wypomniał. Po drugie - Opiekował się nią, a przynajmniej był w pobliżu akurat gdy go potrzebowała. A po trzecie - Dzięki niemu nie zgubi się w tym labiryncie korytarzy.
- Jak cię przyjęli? -Talie spojrzała na niego zdezorientowana. - No... Puchoni...
- Oh.. Dobrze, są na prawdę mili! - powiedziała rudowłosa spuszczając wzrok. Mimo wszystko wciąż zastanawiała się jakby to było poprzedniego wieczoru znaleźć się wśród Gryfonów, razem z Neville'm.
-Nie martw się. - Powiedział. - Wiesz, babcia jakoś zrozumie, a ja nie mam do ciebie żalu, tylko Ron nie mógł zasnąć , wciąż powtarza że w Hufflepuffie są sami pedofile i na pewno każą ci spać w samej bieliźnie pod łóżkiem... Sam nie wiem skąd mu się to wzięło.
Mimowolnie obydwoje roześmiali się głośno. Znów było jak dawniej.
- Poza tym... Przynajmniej nie trafiłaś do Slytherinu, tam to Ron pewnie bałby się że uprowadzą cię do Afganistanu żebyś w samej bieliźnie...
- O co wam chodzi z tą bielizną?! - Zdziwiła się Longbottom - I skąd bierzecie te pomysły?!Ah no tak...
- RON! - powiedzieli w tym samym momencie.
- Ale szczerze... - zastanawiała się czy mu powiedzieć. Czy znienawidziłby ją gdyby się dowiedział,że miała zostać Ślizgonką? Czy lepiej nic nie mówić? A może bałby się że zaprzyjaźniłaby się z Malfoy'em i już nigdy się nie odezwie chyba że żeby oświadczyć jej,że jednak postanowił ją wysłać do Afganistanu...
- Te! - obydwoje odwrócili się nagle - Jeszcze nie na lekcjach?!
O wilku mowa - pomyślała Talie widząc Draco w otoczeniu swojej wiernej gromadki.Ich szaty powiewały za nimi z każdym ich krokiem i chociaż u Profesora Snape'a wyglądało to dostojnie, w tym przypadku był to przekomiczny obraz.
- Czyżby rozmowa Longbottomów? Ohoho! - wysyczał Malfoy - Goyle! przynieś mi tu trochę popcornu będzie niezły seans! - Dziewczyna stojąca obok niego zachichotała i przysunęła się bliżej niego patrząc na Talie z wyższością. Postać za nimi - najwyraźniej Goyle - drgnął jakby obudzony z transu i już miał się odwracać...
- Ty idioto! - warknął Draco - To był K A W A Ł !!! - szturchnął go w ramię.
Neville i Natalie parsknęli niepowstrzymanym śmiechem. Wtem stało się coś dziwnego. Noga ślizgona uniosła się do góry wieszając go w powietrzu. Pisnął głośno - dosłownie P I S N Ą Ł - i złapał się przerażony Drugiego "goryla" , ale to mu nic nie pomogło i wciąż wisiał do góry nogami.
- Jak ty to zrobiłaś?! - Longbottom'owie odwrócili się w kierunku znajomego głosu.
- Widziałam kiedyś jak jakaś czarownica to robiła, podszkoliłam się trochę, a to idealna sytuacja aby to wypróbować! - Powiedziała Hermiona uśmiechając się lekko do zdziwionego Ron'a.
- Nie ma na świecie zaklęcia, którego byś nie znała prawda? - zapytał inny głos.
- Harry! - Natalie ucieszyła się na widok ich wszystkich, a ZWŁASZCZA jego.
Wtem Granger opuściła Malfoy'a na ziemię a ten wyłożył się jak długi na korytarzu.
-Ty szla...
- Zjeżdżaj już. - Potter spojrzał na niego groźnie, na co ślizgon podniósł się natychmiast i splunął mu pod nogi po czym odszedł a za nim podreptała jego grupka.
- Natalie! - Weasley podbiegł do dziewczyny i potrząsnął ją za ramiona - Nic ci się nie stało? Nie martw się, jeżeli chcesz kupię ci ocieplaną bieliznę wtedy nie będziesz musiała tyle cierpieć, obiecuję jak tylko...
I wtedy wszyscy w jednym momencie wybuchnęli śmiechem. Tylko biedny Ronald stał zdezorientowany patrząc na swoich przyjaciół i nie rozumiejąc co zabawnego jest w ocieplanej bieliźnie ale nie zdążył zapytać gdy wszystko przerwał Neville;
- Powinniśmy już być na lekcjach. - powiedział uśmiechając się lekko - Odprowadzicie ze mną Talie na zielarstwo? My mamy wróżbiarstwo, nie chciałbym się tam spieszyć...
- jasne! - odpowiedzieli wszyscy i pociągnęli za sobą Rudowłosą.
- Jak jest w Hufflepuffie? - zapytał Harry.
- Cóż... - zaczęła Longbottom - Są tam bardzo mili ludzie, przywitali mnie miło , mam własny pokój jak na razie mieszkam w nim sama...
- A może...
- NIE! - wszyscy przerwali Ron'owi zanim dokończył swój pomysł.
Natalie poczuła radość. Nikt nie miał jej niczego za złe. Było w porządku, obok byli ludzie którzy wydawali się pomocni, którzy chyba ją rozumieli.
- Jesteśmy - powiedziała Hermiona i posłała jej lekki uśmiech.
- Do zobaczenia! - powiedzieli Harry i Neville.
Pożegnała się z nimi i weszła do cieplarni. Włożyła potrzebny strój i stanęła obok dziewczyny która poprzedniego wieczoru pokazała jej pokój.
- Cześć - Przywitały się.
- Co u...
- Jesteś nowa? - odwróciła się. Za nią stał niski, blady chłopak z podkrążonymi oczami i smutnym wyrazem twarzy - Jestem James.
- Natalie. - powiedziała i uścisnęła jego rękę.
- FUUUUJ!
Po drugiej stronie stolika czwórka dziewcząt patrzyła na nią z obrzydzeniem.
- Jak mogłaś uścisnąć jego rękę?! - powiedziała jedna, brunetka.
- To jest obrzydliwe!!! - Druga, jasnowłosa w lokach, które przysłaniały jej widok patrzyła na Talie jak na nienormalną.
- Przecież... - zaczęła trzecia.
- Dzień dobry. Cisza! Zaczynamy lekcję. Dziś będziemy mówić o różnicach między roślinami ozdobnymi a ziołach. Może zaczniemy od definicji? Panno Wright, proszę o odpowiedź.
Tak minęły najbliższe minuty lekcji. Niektórzy znali odpowiedzi, a niektórzy nie. Oczywiście to były podstawy Zielarstwa. W szklarni panowała cisza, a profesorka tłumaczyła z pasją o roślinach.
Gdy uczniowie usłyszeli dzwonek z ulgą podnieśli się i zaczęli pakować swoje rzeczy. Gdy już każdy wychodził ze szklarni Natalie spojrzała odruchowo na drzwi. Zauważyła tam Alex'a i... Cedrica! Chłopcy również ją zauważyli. Podeszli do niej z uśmiechami na twarzach.
-Więc poznałaś mojego przyjaciela? - Diggory wskazał na Blondyna. Talie Kiwnęła tylko głową.
- Chodź! Mamy teraz jakiś apel... Chyba uczniowie z innych szkół mają zamiar przyjechać!
- Już?! - zdziwiła się rudowłosa - myślałam że... - Ale wtedy dotarło do niej,że nikt dokładnie nie określił kiedy rozpocznie się ten "Turniej Trójmagiczny". - Słuchajcie... Co to była za akcja... Czemu te dziewczyny
- Uścisnęłaś rękę Cledford'a . - powiedział krzywiąc się nieco Alex - Nikt go nie lubi, jest irytujący, moim zdaniem powinien trafić do Ślizgonów...
- Z jakiego powodu? No wiesz... Nie lubicie go?
-Wygląda jakby całe noce brał... Wiesz o czym mówię - posłał jej rozbrajający uśmiech.
- Tylko przez to? - zdziwiła się dziewczyna.
Obydwoje tylko wzruszyli ramionami i już więcej się nie odezwali. Rudowłosa dyskretnie zajrzała za siebie i zobaczyła jak James potyka się o czyjąś nogę i omal się nie przewraca. Nie miała jednak czasu na to,żeby biec mu pomóc, ponieważ tłum uczniów już zebrał się przed zamkiem. Stanęła wśród nich, Alex i Cedric zaginęli wśród wszystkich.
Pierwszy ukazał się powóz, lecący w przestworzach, który delikatnie wylądował przed nimi. Później z tafli jeziora wyłonił się statek, ogromny. Zachwyt uczniów chwilowo udzielił się Rudowłosej, lecz nagle dostrzegła jak  po drugiej stronie dziedzińca Draco malfoy wycofuje się i po chwili znika w drzwiach. Wrodzona ciekawość kazała jej pobiec za nim. Wydostała się z tłumu i prześlizgnęła na korytarz. Skradając się najciszej jak można przybliżyła się do schodów. Zobaczyła jak skrawek jego szaty znika za rogiem na pierwszym piętrze. Wbiegła szybko za nim i trafiła do cieniutkiego korytarza. Szła powoli, ostrożnie wyjrzała za róg, ale tam... Ściana. Nigdzie indziej nie mógł się podziać, chyba że.... Podeszła do wielkiej ramki, w której nie było obrazu a...
- Drzwi - wyszeptała. Nacisnęła delikatnie klamkę i przestąpiła ramkę.
Kiedy znalazła się za zamkniętymi drzwiami, ale już z drugiej strony dostrzegła schody. Zeszła po nich cicho nie wydając prawie żadnego odgłosu. Ostatni zakręt i... Zmroziło ją.
Znajdowała się w lochach. W górze wisiały jakby flagi z motywem Slytherinu. Panowała tam kompletna cisza. Wtem usłyszała cichy szelest i trzaśnięcie drzwi. Powoli ruszyła w tamtym kierunku. Uchyliła wejście i ujrzała jak Draco pochyla się nad wielkim kufrem i wyciąga z niego niewielką torebkę pełną czerwonego tajemniczego proszku. Uśmiechnął się złowrogo. Natalie przeczuwając,że to nie wróży nic dobrego właśnie zamierzała wrócić na dziedziniec gdy wtem...
- Co ty tutaj robisz Longbottom?!
- O cholera... - zaklęła rudowłosa.
___________________________________

Dziękuję za poprawienie mnie i podanie lepszego pomysłu na rozdział ~Mionie  bez niej pewnie pozostawałabym w całkowitej nieświadomości :)

Jesteście niesamowici!!! To takie miłe, mieć tyle komentarzy pod jednym rozdziałem, lubię czytać wasze opinie, widzę co powinnam zmienić, a co kontynuować. Mam nadzieję,że nie wyszedł tak źle udało mi się nadrobić pewną zaległość więc postanowiłam dokończyć ten rozdział bo pisałam go częściami co wiele dni więc. Proszę, jest. Mam nadzieję,że się podoba, jeżeli widzicie jakieś absurdy, błędy, brak czegoś istotnego śmiało piszcie, to dla mnie cenne informacje :)
Pozdrawiam!!! xx

sobota, 12 stycznia 2013

15| Taka podobna

Rozdział XV

  Krętymi schodami Natalie podążała w dół za prefektem Puchonów. Miał na imię Ernie, ale jego nazwiska nie zapamiętała... 
-To tutaj! - powiedział chłopak uśmiechając się do niej i wskazując na ogromny obraz wiszący na ścianie przed nimi.
Malowidło przedstawiało martwą naturę, ale nie to zaciekawiło Talie. Po prawym boku wielkiej ramy skapywała rubinowa ciecz tworząca całą kałużę na chłodnej posadzce. Dziewczyna odskoczyła z krzykiem i wpatrywała się tam z przerażeniem.
-Coś się...? - Ernie urwał i spoglądał dokładnie w to samo miejsce co ona. - pobiegnę po kogoś! Zostań tu!
I odbiegł. Natalie patrzyła za nim zdezorientowana. Zostawił ją samą. W miejscu, gdzie prawdopodobnie wydarzyło się coś okropnego. Niespodziewanie poczuła jakby coś przechodziło przez nią, niczym prąd. Coś kazało jej podejść, do mazi. Nie chciała tego robić, ale ukucnęła i palce zamoczyła w owej cieczy. Przytknęła sobie dłoń do nosa i w jednym momencie wyczuła czym to było. Ernie'go nadal nie było widać, kiedy Talie zlizywała z palców truskawkowy syrop.
-Sprytna jesteś - odwróciła się.
Za sobą zobaczyła wysokiego chłopaka w blond włosach i niesamowicie bladej twarzy. Przystojne rysy , miodowe spojrzenie... Patrzyła na niego nie śmiąc się odezwać. 
-Jestem Alex - wyciągnął do niej przyjaźnie rękę - Uwielbiam patrzeć jak Macmillan się wkurza - roześmiał się szczerze.
-Natalie. - powiedziała Ruda uściskawszy jego dłoń. - Szkoda tylko marnować tyle syropu...
-Oh... To nic. W dormitorium jest tego sporo, więc wkrótce będziesz miała już tego dosyć. Dziwię się tylko,że jesteś w naszym domu. W końcu twój brat jest w Gryffindorze... - spojrzał na nią z zaciekawieniem
-To mój przybrany brat. - stwierdziła Talie wzruszając ramionami - może moimi rodzicami byli Puchoni?
-Nie wiedziałem.. Przykro mi...
Ale zanim zdążył powiedzieć coś jeszcze usłyszeli głośne kroki i wzburzony głos Ernie'go.
-Jakby co - mnie tutaj nie było, dobrze? - Alex spojrzał na nią błagalnie. Skinęła głową i już po chwili go nie było.
Patrzyła za nim z otwartymi ustami. Sama nie wiedziała czemu, ale słysząc coraz wyraźniej prefekta i kogoś, kogo przyprowadził wróciła do rzeczywistości. Jeżeli każdy Puchon miał być taki miły wobec niej, mogła tu zostać. Po chwili zza rogu wybiegł zdenerwowany Macmillan i wysoki mężczyzna w długich, tłustych czarnych włosach. Jego szata w przeciwieństwie do tej Natalie była w idealnym dla niego rozmiarze. Blada twarz była poważna tak jak i jego ciemne , przenikliwe oczy.
-Profesorze! To tutaj! - Macmillan wskazał na ciecz rozlaną na posadzce.
Mężczyzna podszedł ze spokojem do mazi, po czym zrobił to samo co Talie chwilę wcześniej.
-Toż to syrop! - syknął wstając i odwracając się do Ernie'go z zażenowaniem.- Wy puchoni... - prychnął.
-Przepraszam. Na prawdę, właśnie mieliśmy tu wejść z Natalie Longbottom ale...
-Longbottom? On ma siostrę? Gdzie ona jest? Nie powiesz mi chyba,że pobiegła za tobą!
-Nie... Stoi za panem...
Profesor odwrócił się w jej kierunku. Jego wyniosła twarz, czarne oczy zamarły w jednym momencie. Wpatrywał się w nią z takim przerażeniem, a jednocześnie tęsknotą. Talie czuła się dosyć niezręcznie.
-Kim ty... Dlaczego... Przecież... Potter... - wyszeptał.
-To ja poprosiłam Ernie'go,żeby po kogoś pobiegł! To całkowicie , wyłącznie moja wi...
-Dlaczego jesteś w Hufflepuff'ie?! - podszedł do niej szybkim krokiem i stojąc teraz tuż przed nią wciąż wpatrywał się w jej oczy.
-J-Ja nie wiem - wyjąkała Natalie. Serce biło jej niesamowicie szybko.
-Powinnaś... przecież... Jesteś taka jak... Twoje oczy...
Zamrugała wielokrotnie. Czyżby była podobna do jakiejś nieznanej jej osoby? Dlaczego ten profesor przygląda jej się tak... Dziwnie? Powinna uciekać?
-Do kogo jestem podobna? Panie profesorze...? - wykrztusiła.
-Masz oczy... Włosy są jak... Nawet głos...
-Kogo przypominam...? - jej ciekawość przezwyciężyła przerażenie.
Nastała cisza. Nawet Ernie nie był w stanie się odezwać. Natalie patrzyła mężczyźnie prosto w oczy, może znał jej matkę? Babcia nigdy nie chciała zdradzić kim byli jej rodzice. mówiła,że ta wiedza może jej tylko zagrozić. I w końcu dziwna cisza została przerwana.
-Lily...
***

-Tutaj znajduje się twój pokój - powiedziała pogodna dziewczyna wskazując na ostatni pokój na samym końcu długiego korytarza. - Jak na razie będziesz tam mieszkała sama, ale być może kogoś do ciebie przeniosą.
Uśmiechnęła się do Natalie przyjacielsko. Pomogła jej nawet przenieść walizki do środka, a następnie pożegnała się. Kiedy drzwi za nią się zamknęły Talie podeszła do okna i otworzyła je na oścież.
-Kim jest Lily? - zapytała samą siebie wpatrując się w ogromny las, którego końca nie dostrzegła. -Dlaczego ten "Profesor" tak się przeraził na mój widok?
"To był Severus Snape, opiekun Slytherinu. Nie wiem czemu tak zareagował, ale to było na prawdę dziwne" słowa Ernie'go krążyły w jej głowie.
Natalie westchnęła cicho i położyła się w ubraniach jeszcze na niewielkim łóżku. Wpatrywała się w sufit. Przynajmniej Puchoni miło ją powitali. Wszyscy chcieli wiedzieć gdzie uczęszczała wcześniej, czemu ma chodzić do klasy o jedną niżej...
Ale przecież im nie mogła powiedzieć,że dopiero w wieku 15 lat dostała list z Hogwartu...

__________________________

Wreszcie wena! Uff. Udało mi się coś napisać. Rozwijam odpowiednie wątki, mam już pomysł na zakończenie no i cóż... Wow. :))

wtorek, 18 grudnia 2012

14| "Wybory"

Włącz TO

Rozdział XIV

  Wieże zamku wychyliły się zza drzew odbierając dech nawet najstarszym uczniom. Natalie wpatrywała się jak wyłania się rząd okien i  balkonów. Wstrzymała oddech i po prostu patrzyła. Na sobie miała już nową szatę, która - ku jej nieszczęściu - była o rozmiar za duża. Kiedy usłyszała wołanie na podwórze, wstała powoli i niepewnie, by nie potknąć się o fałdy ubrania. Gdyby tak się wydarzyło, upadłaby albo na Harry'ego, albo Seamus'a. Co z drugiej strony nie byłoby takim złym rozwiązaniem...
Odpędziła od siebie takie rozmyślania. Była dziewczyną. Uczciwą, gdy chodziło o przyjaciół, sprawiedliwą... Przynajmniej tak wychwalała ją pani Longbottom. Ona sama uważała się za zwykłą dziewczynką której życie skupiło się na poszukiwaniu magii... Ale mimo wszystkiego była nastolatką. Nie latawicą. Gdyby latała od jednego chłopaka do drugiego, ilu wrogów zyskałaby jeszcze w Hogwarcie? A ilu miałaby przyjaciół? Cyfra 0 pokazała się przed jej oczami. Mrugnęła kilkakrotnie. Czasem jej wyobraźnia przybierała zbyt realistyczny obraz...
Jej torbę wziął Ronald. Był bardzo miły , ale nie miał czarnych włosów ani na nazwisko "Longbottom" , czy też "Potter". Talie może wydawała się zrzędliwa, lub wymagająca ale do Harry'ego ciągnęło ją coś jak... Ciekawość? Miała w sobie coś z  dziennikarki. Była bardzo ciekawska, chciała zawsze odkryć to,czego nikt nie wiedział. Kiedy w lato wygrała konkurs i stawiła się w redakcji "Proroka Codziennego" jakaż była jej radość! Albusa Dumbledore'a nie widziała tam po raz pierwszy. Często bywał w jej domu, by porozmawiać z jej babcią. Ale o tym nie mógł wiedzieć nikt. A zwłaszcza ktoś taki jak Rita Skeeter. Na myśl o niej w Rudej zawrzało. Praca z taką kobietą była najgorszym doświadczeniem w jej piętnastoletnim życiu. Tak - Piętnastoletnim, chociaż miała trafić do czwartej klasy. To kolejne z ustanowień Albus'a. W przeciwnym wypadku musiałaby trafić do pierwszej. A to byłoby największym upokorzeniem.
Wracając do wspomnień po rozmowie z dyrektorem szkoły miała mnóstwo ciekawych, pozytywnych rzeczy do napisania. Wypisała to wszystko, ani jedno złe słowo nie pasowałoby do tego człowieka w jej przekonaniu. A gdy został wydany artykuł była wściekła. Wszystko, co napisała zamieniło się w obce jej słowa i okropne wyrażenia o tym człowieku. Przy następnej wizycie w ich domu próbowała się tłumaczyć, ale starszy człowiek nie wydawał się ani trochę zły z tego powodu.
-Żyję już dosyć sporo, na tym świecie - powiedział do niej - I wiem, jak prasa potrafi zmienić to, co ludzie myślą w to, co myślą jaszczurki. - Nazwanie Rity "jaszczurką" było dosyć zabawne. 
Z uspokojonym sumieniem odsuwała od siebie artykuł. Pani Longbottom oczywiście chciała od razu zaskarżyć Proroka, ale w końcu po namowach Neville'a i Talie poddała się. Na całe szczęście...
-Nie przewróć się! - znów zamrugała i wreszcie trafiła do rzeczywistości. Seamus mijając ją uśmiechnął się lekko , po czym wybiegł ciągnąc za sobą swoją torbę.
Trochę opóźniona odwzajemniła uśmiech, chociaż nie mógł go zobaczyć. Wiatr muskał jej twarz kiedy wreszcie udało jej się wyjść z pociągu. Ron wręczył jej torbę, cały czerwony na twarzy z wysiłku. Za nim zobaczyła Harry'ego i Hermionę , rozmawiających wesoło. Granger nawet nie zaszczyciła jej spojrzeniem, ale pociągnęli za sobą Weasley'a. Została sama. Rozglądała się za Neville'm , ale przecież on na pewno już znalazł się wśród tłumu przy powozach. Nie ciągnął ich nikt, ale chyba na tym polegała magia Howartu...
Zdołał minąć ją również Draco, Draco Malfoy, który nie omieszkał szepnąć kilku wulgarnych słów do otaczającej go grupki. Nie miała żadnych wątpliwości,że to co powiedział dotyczyło niej samej. Ale teraz nie miała czasu by się złościć. Musiała dotrzeć do transportu.
-PIRSZOROCZNI TUTAJ!!!
Odwróciła się. W świetle stojących w pobliżu latarni dostrzegła ogromną postać, która wydawała się olbrzymem. Może nim była?
-Kim jesteś? - jakiś nowy, najmłodszy uczeń podszedł do niego i spojrzał bez lęku na jego twarz. 
Instynkt macierzyński kazał jej krzyczeć, zabrać dziecko jak najdalej od przerażającej istoty, ale jakimś cudem powstrzymała się.
-Hagrid mi na imię, pierwszy rok? - chłopczyk pokiwał głową nie spuszczając z niego spojrzenia. - Cholibka! Przecież mówię! Pirszoroczni tutaj! Przeniosę was do zamku!
-Jak? - Tym razem powiedział to ktoś inny. 
-Łódkami! A nie widzisz?! - wydawał się miłym... Olbrzymem...
Natalie wzruszyła ramionami i ciągnąc za sobą walizkę pobiegła w stronę powozów. Trafiła na jeden, całkowicie pusty. Z obawą wsiadła do niego i położyła torbę przy sobie. Nie ostrzegając jej , ruszył. przewróciła się na bok, ale natychmiast wróciła do pozycji siedzącej. Przy pociągu zostali już tylko uczniowie pierwszoroczni i...
-Cedrik?!?!?! - wykrzyknęła i nie wiadomo jak powóz zatrzymał się. Chłopak wskoczył do niego i zdyszany usiadł naprzeciwko niej.
W pierwszym odruchu chciała się mu rzucić na szyję, ale nie był to dobry pomysł. Przynajmniej tak jej się wydało.
  Wreszcie dotarli. Wrota Hogwartu były otwarte na oścież. Ostatni uczniowie znikali w nich. Natalie wbiegła razem z Cedrikiem. przedostatnia, tuż za nimi jakiś chłopak z chyba trzeciej klasy.
-Ja idę do Puchonów! powodzenia przy ceremonii! - pożegnał się i wskazał na sam środek ogromnej sali przy którym znajdował się stół nauczycielski. Pierwszoroczni ustawiali się tam już za poleceniami wysokiej kobiety o poważnej twarzy. Stanęła jak najdalej, chociaż wiedziała,że nic jej to nie pomoże.
Wyróżniała się z tłumu nie tylko wzrostem. Jej płomienne włosy były dosyć widoczne z drugiego końca. Nie słuchała czyje nazwiska były wyczytywane. Dopiero, gdy padło jej nazwisko poruszyła się. W sali zapanowała kompletna cisza. Usiadła na niewielkim stołku, czując,że wszystkie spojrzenia padły na jej osobę. Zerknęła na stół, przy którym usiadł Neville. Był tam też Harry, Ron, Ginny, Hermiona... Ale potrzebowała jego i jego uśmiechu. Ku jej uldze uśmiechnął się i podniósł rękę pokazując, jak trzyma kciuki. Poczuła jak na głowie zjawia się ogromny kapelusz, który jednak nie zasłonił widoku. Panowała kompletna cisza. Patrzyła tylko na niego i modliłaś się.
-Gryffindor.Gryffindor.Gryffindor. Gryffindor. - powtarzała szeptem tak,że nie było nawet widać że porusza ustami.
-Slyt... - miała już krzyknąć Tiara. Przymknęła oczy i błagalnym tonem szepnęła głośniej;
-Proszę, wszystko tylko nie Slytherin...
-HUFFLEPUFF!!! - Początkowo bała się podnieść powieki. 
W końcu musiała wstać. Było jej tak  wstyd. Mimo wszystko zerknęła na Neville'a. Chłopak wpatrywał się zdezorientowany w tiarę i krzesełko, na którym przed momentem siedziała. Spuściła wzrok i usiadła na krańcu stołu, który wskazała kobieta przeprowadzająca "wybory". Natychmiast wszyscy zaczęli się z nią witać, przedstawiać.
-Miło z ich strony - pomyślała sobie. - Z tym że - tęsknym spojrzeniem omiotła stół Gryfonów. - Nie wiem jak to by było usiąść teraz tam...
-Cieszę się,że tu jesteś - odwróciła się.
Obok usiadł Cedrik z serdecznym uśmiechem. Wymieniła z nim parę słów i zaczęła próbować coś jeść. Jednak nie potrafiła. Do końca uczty była przybita. Nie miała apetytu, słów by to wszystko ująć, ani jakiejkolwiek chęci do życia...

_____________________________

Nieco się rozpisałam! Nie wiem, czy nie powinnam zacząć pisać wszystkiego i publikować tego w określonym dniu, nie myślicie? Wiecie, wszystko zapiszę i wstawię jakąś notkę co jaki czas powinna się pojawiać. Ale wtedy musiałabym zrobić małą przerwę w blogu i skumulować sporą część twórczości. A poza tym tam tam tam tammm

NOWY SZABLON!!! Ależ jestem dumna! Przez cały dzień czegoś szukałam a tu nagle znajduję (losowo wciskając w posty z szablonami) idealny! Strasznie dziękuję zaczarowanym szablonom! Polecam ten blog, każdy coś dla siebie znajdzie :))

POJAWIŁA SIĘ RÓWNIEŻ ZAKŁADKA "INFORMUJ MNIE" TAK WIĘC PROSZĘ, ABYŚCIE OPINIE O ROZDZIAŁACH ZOSTAWIALI POD POSTAMI, A INFORMACJE O SWOICH BLOGACH ZAMIESZCZALI TAM. ZNAJDUJE SIĘ PO PRAWEJ STRONIE BLOGA W "SPISIE". POZDRAWIAM!!!

~Autorka.

niedziela, 2 grudnia 2012

13| Tyle Spojrzeń

Rozdział XIII

    Natalie otworzyła powoli oczy. Znajdowała się w swoim własnym pokoju w domu Longbottom'ów. Podniosła prawą rękę, by przetrzeć oczy, ale przeszył ją tak ogromny ból,że nie powstrzymała jęknięcia.
-Ała...  - mruknęła próbując dojrzeć w mroku co uniemożliwia jej ruch.
-N-Natalie? - Usłyszała nagle czyjś głos.
Podniosła się z trudem nieco wyżej. Głos dochodził z końca jej łóżka. Przez chwilę przemknęło jej przez myśl, czy to może Harry został tu, by się nią opiekować. Niestety ten ktoś wstał i zapalił światło. To był... 
-Neville! - krzyknęła ucieszona. Tak dawno go nie widziała.
-Hej - chłopak miał podkrążone oczy i cały był blady.
-Co się stało? Nie spałeś?
-Usnąłem.. Jakieś... Pięć minut temu..
-Ale przecież... - zrobiło jej się ciepło w sercu - czekałeś aż się obudzę?. - Chłopak pokiwał głową rumieniąc się nieco.
W tym momencie poczuła się tak niesamowicie szczęśliwa,że gdyby nie prawe ramię to mogłaby rzucić się mu na szyję. Czekał, czuwał nad nią. Opiekował się nią, gdy spała. Pewnie wyglądała okropnie, jak zwykle rano, ale postanowiła się tym nie przejmować.
-Nie nadwyrężaj ręki - powiedział nagle,przystawiając krzesło po lewej stronie łóżka i siadając na nim. - Seamus ... Ten idiota powinien bardziej uważać. - zacisnął dłoń w pięść.
-Nie nazywaj go tak. - powiedziała z troską - Przecież zrobił to przypadkowo.
Neville nie odezwał się. Nastała ponura cisza, którą bardzo chciała przerwać, lecz nie za bardzo wiedziała w jaki sposób. Spojrzała na zegarek. Była siódma rano. Następnego dnia miała jechać do Hogwartu...
-Nie mogę się doczekać! - powiedziała, chcąc jakoś rozpocząć rozmowę. - W Hogwarcie musi być cudownie! - dodała, widząc ,że nie wie o co chodzi.
-Tak... Obyś sobie poradziła - potarł sobie skronie. - Na pewno trafisz do Gryffindoru! Przecież musisz! - ale brzmiało to tak, jakby sam siebie przekonywał.
-Cóż... Ale.. Co jest złego w innych domach? - patrzyła na niego niewinnie.
Neville poczuł się nieswojo. Ludzie z innych domów - z wyjątkiem Ślizgonów - byli w porządku, czemu więc od samego początku odgradzał ją od nich? Gdziekolwiek miała trafić jego przyszywana siostra, będzie musiała się odnaleźć w świecie magii.
-Wiesz, gdybyś trafiła do tego domu co ja,mógłbym ci pomagać i w ogóle..
-Rozumiem - pokiwała głową.
Zobaczył, jak zerka na swoje prawe ramię ze zdumieniem. Jak widać jeszcze nie miała okazji zobaczyć swojej rany. Skrzywiła się lekko, ale natychmiast ukryła to uśmiechem. Niemalże czerwone włosy zsunęły się jej na twarz. Zdmuchnęła je, ale opadły ponownie. Mimowolnie roześmiał się. Miał sporo do roboty w czasie, gdy przebywała u Weasley'ów. Ciekaw był, czy...
-Nie polubili mnie... Weasley'owie... - No i po pytaniu. - Byli na mnie źli, chociaż nie do końca wiem dlaczego..
-Ale Harry i Ron wydawali się być przyjaźnie nastawieni - zmarszczył brwi.
-Tak.. Poza Harry'm. Właściwie, to tylko Ginny i Ronald wydają się być wobec mnie sprawiedliwi. - spuściła wzrok - przepraszam.
-Za co ty mnie przepraszasz?! - pokręcił głową z niedowierzaniem. - Gdybym nie znał cię od dziecka, chybabym teraz palnął cię w łeb. Nie... I tak cię uderzę! - sięgnął ręką w kierunku jej głowy, ale dziewczyna odsunęła się i dotknął jej policzka.
Nie wiedzieć czemu, zarumieniła się i odwróciła wzrok. Czyżby ją zawstydził?
-Coś się...?
-CO SIĘ TU WYRABIA?!
Chłopak zabrał dłoń z jej policzka i spojrzał na babcię.
-Dlaczego nie śpicie?! A ... Z resztą i tak przyszłam was obudzić.
Talie wywróciła oczami.
-O co chodzi? - zapytał Neville.
-Zaraz przyjedzie pielęgniarka z Munga. Przecież dziewczyna nie może przyjść pierwszy raz do szkoły Magii do czwartej klasy z rozciętą ręką!!!

Następny dzień.

Natalie patrzyła jak Neville znika w ścianie między peronem dziesiątym a dziewiątym. Osłupiała stała tam nadal, ledwo słysząc jak pospiesza ją pani Longbottom.
-Szybciej , zaraz się spóźnisz! - wreszcie dotarły do niej te słowa. Skinęła głową.
Po chwili biegła w stronę miejsca, w którym zniknął chłopak. Przymknęła oczy i po chwili odgłowy mugolskiego świata przerodziły się w czarodziejskie zaklęcia rzucane tu i tam.
-Ojejku... - szepnęła rozglądając się dookoła.
Za nią pojawiła się "ciotka" i zaprowadziła ją bliżej pociągu. Rudowłosa zatrzymała się i rozejrzała dookoła. Tak wiele było tu osób, których nie znała. Niektórzy spoglądali na nią zaciekawieni pojawieniem się osoby, której nie widzieli jeszcze w Hogwarcie. Ciągnąc za sobą torbę rozejrzała się dookoła. Peron był ogromny. Sklepienie tak wysokie,że olbrzym mógłby się tu spokojnie zmieścić. Co chwila ktoś na nią wpadał. Nic dziwnego, skoro z otwartymi ustami stała w miejscu. Dopiero czyjeś wołanie doprowadziło ją do rzeczywistości;
-Talie! Talie tutaj!
Odwróciła się i zobaczyła uśmiechniętą Ginny, machającą do niej rezolutnie. Podbiegła do niej w ręce trzymając różdżkę, którą kupiła jeszcze poprzedniego dnia, gdy pielęgniarka już opatrzyła ranę. Gdy znalazła się przy przyjaciółce, przywitały się uściskami.
-Niestety nie mogę z tobą usiąść w przedziale, ale nie martw się, może Harry i Ron się do ciebie przysiądą? - Patrzyła na nią przyjacielsko.
Natalie skinęła głową i pożegnała się słowami "Do zobaczenia w Hogwarcie!". Następnie taszcząc za sobą wielką walizkę, ruszyła w poszukiwaniu pustego wagonu. Czarodzieje patrzyli na nią zaciekawieni nową osobą, tak jak na peronie. Niektórzy szeptali coś między sobą, a dziewczyna czuła,że robi się czerwona. W końcu znalazła pusty przedział i z ulgą wsiadła do niego. Próbowała włożyć walizkę na górę, ale ta spadła jej na głowę.
-Ała - jęknęła siadając zrezygnowana.
-Może pomogę? - podniosła głowę.
Seamus włożył bagaż tam, gdzie ona próbowała to zrobić, po czym usiadł na przeciwko niej.
-Chciałem cię przeprosić. Harry ma rację, nie umiem patrzeć! - Po czym wykrzywił zabawnie twarz i zrobił zeza.
Natalie roześmiała się głośno razem z nim.
-A no właśnie. Teraz można się zapoznać. Jestem Seamus,Seamus Finnigan. - wyciągnął rękę uśmiechając się wesoło.
-A ja Talie. Na-Talie - zmrużyła oczy i zrobiła tajemniczą minę. Tym razem chłopak zaśmiał się.
-Cześć Natal... Co ty tu robisz? 
Ron i Harry zatrzymali się w wejściu i patrzyli na Seamusa nieodgadnionym spojrzeniem.
-Rozmawiam.Nie widać? - syknął w odpowiedzi Finnigan.
-To fajnie. Skończyłeś już?
-Nie. Jak widać będziecie musieli mnie tu znosić.
Przez chwilę panowała uciążliwa cisza, którą przerwała dziewczyna.
-Proszę, usiądźcie. 

Do końca podróży nic się już nie rozluźniło. Natalie czuła się uwięziona, praktycznie nikt się nie odzywał. A potem wreszcie zza Horyzontu wyjrzały wieże Hogwartu...

________________________________________

A teraz zrobię taki zwiastun c:  Co czeka Natalie w nowej szkole? Dlaczego trafia do klasy z młodszymi o rok od siebie? Do jakiego domu zostanie przydzielona i dlaczego dopiero teraz pojawiła się w Hogwarcie?
Ale to można wiedzieć tylko, jeżeli będziecie czytali kolejne rozdziały!!!

Wiele osób pyta mnie o twittera. Otóż to mój tt: @Hey_Lovatoland Pozdrawiam!!!

sobota, 17 listopada 2012

12| Cel

Rozdział XII
  Podczas całego meczu, kiedy wszyscy zachwycali się grą, Natalie zastanawiała się tylko. Jak miało wyglądać jej uczenie się w Hogwarcie? Czy tam w szkole również wszyscy mają zamiar jej nienawidzić? Za to,że jest? Niby ma Ginny, ale przecież jest ona dwa lata młodsza. Będzie w klasie z Harry'm? Miała nadzieję,że trafi do Gryfonów. Tylko o to prosiła.

  Gdy wszystko się zakończyła i wrócili do namiotu zaczęła się zabawa. Bliźniacy wysadzili stolik przy schodach i Pan Weasley musiał jakoś ich uspokoić. Ginny, Hermiona i Harry grali w karty, a Ron zachwycał się figurką Wiktora Kruma , którą zdobył. Nagle rozległy się wybuchy spoza namiotu.
-Widzę,że Irlandczycy świętują! - uśmiechnął się George.
-Idziemy do nich? - zaproponował cicho Fred.
Zaczęli głośno chichotać i śpiewać dziwną piosenkę, w której tekst natalie wolała się nie wsłuchiwać. Niespodziewanie Artur, który na moment wyszedł na zewnątrz wbiegł do środka. Jego twarz nie wyrażała już zadowolenia, a jedynie przerażenie i determinacja.
-TO NIE IRLANDCZYCY! - powiedział dosyć głośno. Wszyscy obecni spojrzeli na niego pytająco. - Zbieramy się! Wszyscy natychmiast!
Zanim Natalie zdążyła zareagować Hermiona machnięciem różdżki spakowała jej bagaż i podała jej.
-Dzię... - Ale ta już wybiegała na zewnątrz.
Hałas wzrastał z każdą minutą.
-Chodź! - Artur popchnął ją ku wyjściu.
Już po chwili owionął ją chłodny, wieczorny wiatr. Podniosła oczy ku niebu. Niedużo zobaczyła, gdyż dym wznosił się zasłaniając wszelkie gwiazdy. Słyszała jak ludzi krzyczą, ktoś przepchnął się obok niej tak brutalnie,że musiała złapać się ramienia pana Weasley'a.
-Musisz dać sobie radę. - złapał ją za ramiona i potrząsnął. Wyglądał na przerażonego. - Ja muszę chronić ludzi, biegnij wciąż tam - wskazał ręką ku drodze, która prowadziła aż za wzgórze,zza którego przybyli. - Nie wracaj, nie odwracaj się. BIEGNIJ, jasne?
Kiwnęła głową, a mężczyzna odbiegł wyjmując różdżkę. Talie poczuła jak do nozdrzy wdziera się dym. Kichnęła potężnie i głową uderzyła o długi słupek wbity w ziemię. Poczuła jak zakręciło jej się w głowie. Podniosła się i zaczęła biec. Co chwila potykała się , obraz rozmazywał się powoli, ale nie zatrzymywała się. Widziała już prawie bramę, lecz nagle poczuła silny ból w prawej ręce. Upadła z jękiem i złapała za to miejsce. Poczuła jak coś spływa po jej ręce. Było ciepłe, ale bardziej ją to niepokoiło.
-Na merlina przepraszam! - Ktoś próbował zatamować krew.
Postanowiła otworzyć oczy. Zrobiła to i zobaczyła jak nad nią pochyla się przerażony brunet, z czarną od dymu twarzą. Chyba go kojarzyła, ale nie była pewna...
-Nie chciałem! Za tobą biegł śmierciożerca no i... Ten... Chodź! Wstawaj!
Pomógł jej się podnieść i zaczął prowadzić ku bramie. Gdy wreszcie znaleźli się za nią, Natalie poczuła się nieco bezpieczniej. Czuła pulsujący ból, ale nie zatrzymała się. Brakowało jej teraz Neville'a, który pewnie wziąłby ją na ręce, lub przytulił i powiedział ,że wszystko będzie dobrze. Przecież zawsze tak robił w jej snach...
-Jesteśmy! - Powiedział chłopak. Rozejrzała się.
Byli już w lesie. Nawet nie zauważyła,że już dotarli.
-Boże co jej się stało?! - Usłyszała Głos Ginny.
Nagle poczuła jak robi jej się słabo. Czuła jak upada, ale nie bolało ją uderzenie o ziemię. Powieki stały się ociężałe, nie mogła się powstrzymać i je przymknęła. Wszystko zniknęło.

Harry szedł razem z Ronem, Hermioną i Panem Weasley'em za wzgórze, gdzie mieli czekać na nich członkowie rodziny.
-Więc co znaczy ten znak? - wskazał na niebo, na którym widniał tajemniczy symbol czaszki i węża.
-To znak śmierciożerców - Hermiona spojrzała na niego z troską.
-Śmiercio...Co?
-No to byli Ci...
Nagle urwała. Zobaczyli jak Natalie, Seamus Finnigan, Ginny i bliźniacy stoją i zatroskani przy sobie. Talie patrzyła na nich zamglonym wzrokiem, a po chwili opadła bezwładnie na trawę.
-Natalie! - Ginny klęknęła przy niej przerażona - Co jej jest?!
-Mocno uderzyła się  głowę - stwierdził George patrząc obojętnie na czerwony ślad na prawej skroni.
-Czy ty zawsze musisz być taki chamski?! Jej coś mogło się stać! Poważnego!
-Nie musze jej lubić - żachnął się Bliźniak, ale spojrzał niepewnie na leżącą dziewczynę.
Harry'ego przeszły dreszcze. Nie myśląc co robi zaczął ku nim biec. Gdy znalazł się przy nich próbował trzęsącymi się rękoma obudzić ją. Nie ruszała się. Ale nie mogła umrzeć. To przecież tylko uderzenie w głow...
-Co jej jest w ramię?! - Hermiona i Ron przekręcili ją na plecy.
Tym razem Potter'a zmroziło. Całe prawe ramię było w krwi. Głębokie rozcięcie nie wyglądało już tak niewinnie.Coś trzeba było zrobić.
-Niechcący ją uderzyłem - Seamus spojrzał na wszystkich przepraszająco. - Celowałem w śmierciożercę...
-Poćwicz cel - Harry wstał i obserwował jak zaklęcie Hermiony podnosi Talie lekko w górę.
-S-Słucham? - Finnigan spojrzał na niego pytająco.
-Powiedziałem,żebyś poćwiczył cel. Bo jak widać nie umiesz używać oczu. - powiedział chłodno Potter.
-O Co ci chodzi?
-Mogłeś ją zabić! - wrzasnął chłopak podszedł do niego gotów przyłożyć mu pięścią w twarz gdyby zechciał się bić. - Rozumiesz to?!
-Przecież mówiłem,że to było nie specjalnie! - Natalie przenoszona była zaklęciem w stronę świstoklika.
-Co ty, zakochałeś się w niej?! Mówię ci,że nie chciałem tego! - Tym razem to Seamus zdenerwował się.
-Zaraz ci...
-CHŁOPCY! - Artur Weasley pociągnął Harry'ego za ramię. - Bez bójek. Nie w takim momencie!
-Idę do ojca. Do widzenia. - warknął Seamus i poszedł w inną stronę.
-Idiota. - powiedział harry i Pobiegł do przyjaciół.


____________________________________
Mam niezłe zaległości, więc te blogi na serio przeczytam rozdziały jak znajdę czas. ostatnio dużo się dzieje, więc nie wiem jakim cudem napisała rozdział! Dobranoc xx

niedziela, 11 listopada 2012

11| Wrogowie

Rozdział XI
  Natalie otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. Tak wiele namiotów, tyle hałasu o... Quiddicha? Już wolałaby zostać w domu , wyspać się porządnie i...
-Tutaj się rozstajemy, Amosie! - Powiedział Artur ,żegnając go uściskiem rąk.
My już tutaj? - zdumiała się Talie zauważając, że przekroczyli już strażnika. Nie wypowiedziała tego na głos, bo od razu uznaliby ją za jakąś niedorozwiniętą.
-Do zobaczenia w szkole! - Cedric uśmiechnął się i pobiegł za ojcem, nie rzucając Natalie nawet jednego spojrzenia.
-Auć... - szepnęła sama do siebie Rudowłosa.Chyba liczyła na coś więcej, niż ogółowe "Do zobaczenia w szkole!" . Ale cóż...
Chodźcie za mną! Natalie dołączyła do Ginny i Hermiony, które aktualnie rozmawiały wspólnie o jakichś wspólnych wspomnieniach.
Longbottom i tak czuła się samotna, ale fakt,że nawet Ginny ma zawsze z kim pogadać sprawiało,że Talie czuła się jak ostatnie koło u wozu.
-Mogłam zostać w domu... Pomagałabym ciotce i w ogóle... - Powiedziała do siebie, stając przed niewielkim namiotem.
Poczuła ,że ktoś na nią patrzy. Takie małe dreszcze, z prawej strony szyi. Odwróciła się w tamtym kierunku. Fred wpatrywał się w nią przez moment, po czym wszedł do namiotu za resztą. Wydawało się, jakby usłyszał jej słowa. Cóż... Nie wypowiedziała tego zbyt cicho, więc... Ale czy było mu żal? W jego spojrzeniu zauważyła coś jak zaciekawienie. Jakby nie mógł rozwiązać jakiejś zagadki. Ale czy to ONA była tą zagadką? Wzruszyła ramionami i weszła do środka. Natychmiast wpadła na kogoś stojącego w samym wejściu.
-Przepraszam - jęknęła patrząc na osobę.
-Nic się nie stało - Harry wzruszył ramionami i ruszył ku "kuchni".
W środku znajdował się jakby ogromny dom. Było kilka pokoi, kuchnia i chyba nawet łazienka. Natalie mimowolnie uśmiechnęła się do siebie.
-Kocham magię! - pokręciła z niedowierzanie głową.
Jako dziecko często nocowała  z Neville'm w małym, mugoskim namiocie, ale słyszała o takim typie magii.
-Zadziwiające! - Odwróciła się zdziwiona. Fred opierał się o stolik przy samym wejściu.
-Co jest dla ciebie zadziwiające? - mrugnęła zdziwiona.
-Harry - Tu skinął na Pottera, który akurat rozmawiał z Ronem i Hermioną. - Powiedział przed momentem dokładnie to samo! No i... - Błyskawicznie znalazł się obok niej - Jesteście do siebie bardzo podobni! A oczy... - Wziął jej twarz w dłonie, niezbyt z resztą delikatnie i przyglądał się jej tęczówkom.Natalie zarumieniła się mimowolnie - Są takie podobne... Czy wy przypadkiem...
-Fred! Co ty już do niej zarywasz? Ron miał to zrobić! - George podszedł do nich z łobuzerskim uśmiechem. - Poza tym... - Złapał bliźniaka za ramię i odeszli kawałek. Szepnął mu coś , po czym obydwoje spoglądając na nią roześmiali się głośno.
-Debile... - Mruknęła Natalie.
Na prawdę chciała się zaprzyjaźnić. Ale z kimś takim, kto jest uprzedzony już od samego początku po protu się nie da! Zwłaszcza z całą taką uwziętą rodzinką...

-Cześć! - Jakiś czas po tym do namiotu zajrzała głowa wysokiego bruneta.
Natalie wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. Nie był wyjątkowo przystojny, ale wydawał się miły. Na twarzy miał wymalowaną flagę Irlandii.
-Hejka Seamus! - Ginny i Hermiona zerknęły na niego , po czym wróciły do rozmowy.
Chłopcy pogadali z nim chwilkę, po czym Seamus poszedł do swojego namiotu. Natalie wzruszyła ramionami i zagłębiła się ponownie w lekturę. Jakiś czas później Artur zawołał ich na dwór.
-Pora ruszać! -Chodźmy!
Talie nie miała na to żadnej ochoty, ale mus to mus. Chwilę potem, wspinali się po schodach na samą górę stadionu. Niespodziewanie uslyszeli czyjś szyderczy głos. Gdy Natalie wreszcie zorientowała się skąd dochodził, nieznany jej blondyn kończył swoją - nieco przydługą - wypowiedź;
-Nie jesteście warci nawet samego zobaczenia stadionu wy... Oo! Widać nowa ruda zdrajczyni krwi? - Chłopak zmrużył oczy lokując swoje spojrzenie w Talie.
-Zostaw ją.. Malfoy! - Harry Złapał dziewczynę za rękę i pociągnął ku schodom.
Natalie przeszył dreszcz. Złapał. Ją. Za. Rękę. Ogarnął ją entuzjazm, ale już po chwili minął, gdyż chłopak znów puścił jej dłoń i zajął sę rozmową z przyjaciółmi.
-proszę pana... - Podeszła bliżej Artura
-Wystarczy "Pan Weasley"  - mrugnął do niej pogodnie.
-Więc... Panie Weasley. Kim był ten chłopak?
-Kto..? Oh! To był Draco Malfoy. Niedaleko przed nim szedł jego ojciec, Lucjusz. Są najbezczelniejszymi czarodziejami jakich spotkałem!Lepiej się z nimi nie zadawaj! Nie z tym chłopakiem!
-Nie mam zamiaru. - uśmiechnęła się. - Czy on chodzi o Hogartu?
-Owszem, owszem...

Świetnie. Więc ma już... Ilu to? Chyba z sześciu wrogów w szkole , w której jeszcze nie postawiła kroku. Wspaniale!
_________________________________________________________________
Rozdział specjalnie dla kochanej autorki bloga : milosc-jak-plomyk.blogspot.com xx Dziękuję, o ile ktoś to w ogóle czyta!

czwartek, 1 listopada 2012

10| Akurat quiddich

Rozdział X
  Do końca dnia purpurowe rumieńce nie schodziły z twarzy Natalie. Ronald również zachowywał się trochę dziwnie. Zamiast normalnego ożywienia był jakiś nieobecny, zamyślony... Nie miał jednak na to zbyt dużo czasu, gdyż Artur postanowił ich gdzieś zabrać.
Wyruszyli o świcie.
-Gdzie my tak właściwie idziemy? - George wydawał się niezbyt zadowolony z pomysłu "spaceru".
-Dowiesz się w swoim czasie! - odpowiedział wesoło Artur.
-Ile to potrwa?! - Jęknęła Ginny trzymając się ramienia Hermiony.
-Nie marudźcie, tylko idźcie! - Skarcił dzieci pan Weasley.
Na samym końcu grupki Mozolnie szli Ron i Harry. Obydwoje byli niewyspani, obudzeni - jak reszta domu, pomijając Molly - Z samego rana. Powoli zaczęli się rozbudzać,więc coraz łatwiej przychodziła im rozmowa, myślenie i inne dziwne sprawy. Po około pół godzinie ciągłego marszu Harry wreszcie wypowiedział na głos pytanie, które niemalże nie dało mu spać;
- Ron...Słuchaj... Czy ty i Talie... Czy wy coś..?
Ronald spojrzał na niego zdziwiony. Po chwili uśmiechnął się nieśmiało.
-No wiesz... Jak na razie nie..
-"Na razie?"
-Znaczy się, chciałbym,żeby coś z tego było.. Ale nie mów nic Hermionie!
-Dlaczego? - zachichotał przyjaciel.
-NIE MÓW JEJ!!!
-Czego ma "jej" nie mówić? - George znalazł się tuż obok nich.
-Czyżby chodziło o Ginny?
-Ginny! Gadamy o tobie! - wydarł się Fred zjawiając się na lewo od Ronalda.
-Palancie! - Ron dał bratu kuksańca w bok.
Fred odskoczył i odwrócił się urażony. George wytknął im język i wraz z bliźniakiem ruszyli znó na przód.
-Czemu muszę z nimi żyć...?! - Weasley złapał się za głowę. Jego przyjaciel zachichotał.
Nagle zauważyli na horyzoncie wysoką postać w zwykłym mugolskim kapeluszu. Gdy podeszli zauważyli ,że jego strój nie był do końca normalny w mugolskim świecie. Miał na sobie czerwone spodnie w kratę, niebieską koszulę w paski i mocno różową podkoszulkę. Z miejsca Harry mógł się domyśleć,że był to czarodziej.
-Witaj, Amosie! - Mężczyźni przywitali się serdecznym uściskiem - A gdzież jest... Ooh! Cerdic!
Zza drzewa wyjrzała głowa chłopaka. Miał kasztanowe włosy i pociągłą, przystojną twarz. Uśmiechnął się i przywitał, podchodząc do każdego z kolei. Przystanął przy Natalie.
-Cedric - po raz kolejny wyciągnął rękę by się przedstawić.
-Natalie - dziewczyna uśmiechnęła się oczarowana.
Przez chwilę wpatrywali się w swoje oczy, leż przerwało im znaczące chrząknięcie Amosa.
-Chodźmy już! Powinniśmy być dawno przy nim!
-Ale ,że przy kim? - Fred zmarszczył brwi.
-Przy świsto... Sami zobaczycie! - Artur zaczął szybkim krokiem iść dalej przed siebie.
-Słyszałem,że grasz w quiddicha? - Amos spojrzał na Harry'ego.
-Ja... -zaczął Potter
-Tato nie ma na to czasu! - Cedric wywrócił oczami i zerknął na Talie. - Nie zrozumiesz go...
Ta roześmiała się tylko i ruszyła za resztą. Chłopak dotrzymywał jej kroku, aż nie dotarli do niewielkiego wzgórza, na którym stał stary , zniszczony but.
-Złapcie się buta! - zawołał Artur kucając przy przedmiocie.
-Co? - harry patrzył się na wszystkich zdezorientowany.
-To jest świstoklik! - George i Natalie wypowiedzieli te same słowa równocześnie.
Bliźniak spojrzał na nią z zażenowaniem i złapał się buta. Dziewczyna zrobiła to samo.
-Złap mnie za rękę, inaczej możesz się przewrócić. - szepnął jej do ucha  Cedric. Zrobiła jak mówił i po chwili miękko wylądowali na trawie.
Rozejrzała się dookoła. Wszyscy właśnie podnosili się z ziemi.
-To gdzie my tak właściwie idziemy? - zapytała szeptem chłopaka.
-Na mistrzostwa. - uśmiechnął się - Mam nadzieję,że lubisz quiddicha!
Talie pokiwała głową, ale w duchu westchnęła. Dlaczego akurat quiddich?!


________________________________________________________
Co myślicie? Oj nie wiem, czy mi wyszedł ;c

niedziela, 28 października 2012

09| Tylko tu sprzątasz

Rozdział IX

  Niepewnym ruchem Natalie przymknęła drzwi. Gdy się odwróciła, wszyscy patrzyli na nią nieodgadnionym spojrzeniem.
-O-O co chodzi? - zająknęła się dziewczyna. 
-Musimy ci coś wyjaśnić! - George zmrużył oczy patrząc na nią groźnie.
-To jest Charlie. - przedstawił nieznajomego Ronald. - Ma nam coś opowiedzieć.
-Więc po co tutaj ja? - zdziwiła się Talie.
-Pomyśleliśmy,że skoro idziesz do Hogwartu, to może lepiej by było gdybyś wiedziała... Ale skoro nie chcesz - powiedział powoli Fred uśmiechając się złowieszczo.
-Nie!Nie.. Chcę!
-Usiądź. - Hermiona nawet nie raczyła na nią spojrzeć. 
Czyli mimo wszystko nadal wszyscy są na nią wściekli. Cholera!
-A więc... - Charlie patrzył na wszystkich z tajemniczym uśmiechem - W tym roku, w Hogwarcie ma się odbyć coś w rodzaju... Turnieju. A dokładniej Turniej Trój...
-Trójmagiczny - dokończyła za niego Hermiona, wpatrując się w przerażeniem na wszystkich obecnych - To przecież zostało zawieszone! Przecież to zbyt NIEBEZPIECZNE!!!
-A ta jak zwykle wszystko wie! - mruknął Ron patrząc na nią z niedowierzaniem.
-Wielu ludzi zginęło w czymś takim - kontynuowała Granger, blednąc coraz bardziej - To zbyt niebezpieczne - powtórzyła.
-A jednak to robią - powiedział Charlie wzdychając - Ale...
-Na czym polegają zadania? - zapytał George.
-Ile się za to dostaje? - dołączył do niego Fred.
-Kiedy możemy się zgłosić? Gdzie?
-Turniej jest od 17 lat. - powiedział najstarszy wywołując zrezygnowane miny bliźniaków - Ale mogę wam zdradzić,że znajdą się tam smoki.
-SMOKI?! - krzyknęli wszyscy naraz.
-Ciszej! - syknął Weasley. - Tak smoki.
-Charlie pracuje ze smokami.  - wytłumaczył Natalie Ron, pochylając się lekko - To dlatego przyjechałeś? - zapytał brata.
-Tak jakby. - wzruszył ramionami.
Niespodziewanie usłyszeli czyjeś kroki na schodach. Momentalnie wszyscy zerwali się z miejsc. Bliźniacy z Harry'm wybiegli ze strychu, Hermiona i Ginny natomiast natychmiast popędziły za nimi. W pomieszczeniu została Natalie, Ronald i Charlie.
-Ukryjcie się tam! - syknął najstarszy Weasley wskazując na starą szafę w samym rogu. - Ja tu tylko sprzątam!
Ron zachichotał i załapał Natalie za rękę. Pociągnął ją w stronę garderoby i już po chwili zamykała za nimi drzwi. Dokładnie w tym samym momencie weszła Molly.
-Co wy tutaj... Ooh... Charlie! Ty tu tylko sprzątasz tak? - zapytała pobłażliwie.
-Zgadza się mamo!
-Spotkałam na schodach Harry'ego, Ginny, Freda, Georga... Gdzie Natalie? Czemu biegli? 
-Hermionę też widziałaś? Oni też pytali co robię.
-No dobrze, dobrze chodź pomóc mi w porządkach!
Rozległy się ich kroki i zamknęły się drzwi. Dopiero wtedy Talie zorientowała się,że wtula się uparcie w Rona. Odskoczyła gwałtownie, co skończyło się tym,że wypadła z szafy prosto na podłogę. 
-Już ci pomaaa-AAAAA - upadł prosto na nią.
-AŁĆ!! - Jęknęła Natalie próbując zrzucić z siebie chłopaka.
-Przepraszam , ja... 
-... Przecież słyszałam! - Molly była tuż przy drzwiach.
-O cholera! - obydwoje próbowali się podnieść ale nie zdążyli.
-Co wy tu... Matko boska!! - Pani Weasley wpatrywała się w nich przerażona , aczkolwiek niesamowicie rozbawiona - Natalie, ja wiem, rozumiem te młodzieńcze popędy,ale nie w takim miejscu, nie w tym wieku! Ronaldzie... Nie rzucaj się na nią jak zwierzę!
Tuż za nią stał Charlie i ... Harry, śmiejąc się w niebogłosy. Właściwie to tylko Weasley się śmiał, ponieważ Harry próbował zrozumieć własne uczucia.
Z niewiadomego powodu czuł złość do Rona. Jeżeli zacznie się umawiać z Natalie... Dlaczego był z tego powodu taki wściekły? Nie był pewien...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Już 9 rozdziałów. Cieszę się. Miło by było,gdyby ktoś jeszcze skomentował, ale cieszę się.

środa, 24 października 2012

08| Spotkanie na strychu

Rozdział VIII

  Harry zmierzył ich groźnym spojrzeniem. Przez chwilę w pokoju panowała cisza, ale w końcu przerwał ją ponownie Potter;
-Bądźcie mili. Proszę.
Fred i George patrzyli się na niego chwilę, próbując wyłapać jakieś drugie dno jego prośby. ale ponieważ im się nie udało, zrobili to, co jako pierwsze przyszło im do głowy. Zaczęli się śmiać.Harry wpatrywał się w nich z niedowierzaniem. Przecież nie byli głupi. Przecież rozumieli jego prośbę. Dlaczego więc nie wzięli go na serio? Czy aż tak bardzo dał po sobie poznać jak bardzo jej wcześniej nie znosił? W końcu nie mogąc znieść tej sytuacji wyszedł, trzaskając za sobą drzwiami.
-Myślisz,że mówił serio? - Fred jak na zawołanie przestał się uśmiechać. Zerknął na brata niepewnie.
-Chyba tak... - mruknął George wzruszając ramionami. - Ale przecież nie musimy robić tego, co chce, zgadza się?
-Tak, ale on jest... On jest naszym przyjacielem!
-Przyjacielem RONA - podkreślił drugi - Nie naszym. dla nas jest jak... Jak przyjaciel Rona!
Roześmiał się z własnego tekstu, po czym pochylił się nad maszyną, majstrując w kilku miejscach.
Ale Fred do niego nie dołączył. Zbyt bardzo intrygowała go myśl,że coś się wydarzyło. Dlaczego Harry nagle postanowił być dla niej... Milszy. Może...
-To przez Ginny.
Fred spojrzał na brata zdezorientowany. Ten nawet nie podniósł głowy, ale słychać go było wyraźnie;
-Ginny ją broniła, więc zrobił to dla niej. Nie ma innego wytłumaczenia - dodał podnosząc się i wycierając dłonie o spodnie.
-Ale żeby tak... Od razu?
-Od razu? Już drugi dzień! - Roześmiał się drugi. - Albo to przez Ginny, albo ta mała mu coś zrobiła...
-Ginny?
-Natalie! Ale ty głupi jesteś! - wykrzyknął George.
-Sam głupi jesteś! Idiota! - warknął Fred.
-Ah tak..?!

  Z drugiego pokoju Ginny doskonale słyszała wszystkie słowa, które wypowiedzieli bliźniacy. które wypowiedział Harry. Co się wydarzyło? Czy Potter zrobił to ze względu na nią, czy... Nie. To nie jest możliwe. Przecież Talie doskonale zdawała sobie sprawę z jej uczucia do niego. Nie mogłaby... Przynajmniej taką mam nadzieję - pomyślała Weasley ponownie przewracając się na drugi bok. - Natalie taka nie jest. Nie może być. Przecie ją znam. A może... Może Harry miał wtedy rację...?

-DZIECI! ŚNIADANIE!!!
-Już idę! - rozległy się głosy z różnych pięter.
-Dziwne... - pomyślała Molly Weasley machając różdżką w tę i we wte by nałożyć wszystkim śniadanie. Wreszcie mogła używać magii - Przecież oni zwykle śpią jak zabici o tej porze!
Już po chwili w kuchni zjawił się cały dom. Ponieważ Artur wyszedł jak zwykle wcześnie, nie miała z kim porozmawiać na ten temat.
-Czy wy w ogóle spaliście?! - wykrzyknęła widząc Rona i Harry'ego. - Natalie! Na merlina! Co z wami?!
Ale Molly nie wiedziała,że żadne z nich nie mogło usnąć. Każdy miał swoje własne, osobne powody.
Fred i George ciężko pracowali nad maszyną, Ginny płakała z powodu kłótni, Hermiona czytała i jak zwykle trochę zbyt bardzo się wcągnęła w Historię Krendelli, Harry zastanawiał się nad listem Natalie, Ron nad dziwnym zachowaniem Artura, który często wspominał,że tego roku ma się wydarzyć coś większego w Hogwarcie. A Talie... Talie myślała i myślała nad tym samym. Neville? harry? Nawet wchodząc do kuchni wciąż była w kropce. Jedząc, czuła na sobie spojrzenia domowników. Bynajmniej, nie pomogło jej to. dy skończyła z ulgą opuściła pokój.
Postanowiła wyjść na spacer. Włożyła kurtkę i już prawie wychodziła, gdy poczuła czyjąś rękę na swoim nadgarstku.
-Harry, harry - blagała w myślach, powoli się odwracając - proszę, niech to będzie Harry, niech mnie zatrzyma, niech ze mną pójdzie!
-Gdzie wychodzisz? - George patrzył na nią spokojnie.
-Ja... Nie wiem...
-Zostań - powiedział prosząco. - Pokażemy Ci coś!
-"My" ? To znaczy ty i Fred...?
-I Harry! Tyko chodź ze mną!
Natalie zgodziła się. Po chwili wchodziła już na samą górę, tam gdzie znajdował się strych.
-Wejdź pierwsza!
-Ale...
-WEJDŹ. PIERWSZA! - zażądał chłopak.
Talie już wiedziała. Wiedziała,że nie zaprosił jej tu po nic. Nie było tam Harry'ego, Freda... On chciał jej zrobić ka...
-No wchodź już! - popchnął ją do przodu.
Drzwi otworzyły się. Natalie odruchowo przymknęła oczy. Czekała chwilę, ale nic się nie wydarzyło. Niepewnie uniosła powieki. Przed nią stał Potter, bliźniacy, Ginny, Hermiona, Ron i jakiś jeszcze chłopak, który zapewne należał do Weasley'ów sądząc po jego rudej czuprynie.
-Co ci? - zapytał zdziwiony Fred.
-Chyba ją oczy zabolały - stwierdziła Ginny, niepewnie sie uśmiechając.
-Tak... Światło...
Bliźniacy zachichotali.
-Tutaj nie ma światła! - No fakt... Nie było żadnego źródła światła.
-Zamknij drzwi - powiedział Harry.

sobota, 20 października 2012

07| Nie ten właściciel

Rozdział VII

    Natalie zamarła. Nie dość,że cały dom , nie wliczając Molly , Artura i Ginny jej nienawidził, teraz prawie ukradła sowę Harry'ego. A przynajmniej tak to wyglądało.
-Ja... - pospiesznie odwiązała liścik i podeszła do innej.
-Ta też jest Weasley'ów. - stwierdził chłodnym tonem.
-Ah... Tak -mruknęła rudowłosa, z żalem patrząc na trzymany w rękach liścik.
Harry wpatrywał się w nią w ciszy. Mimo,że nie darzył jej sympatią, poczuł dziwne uczucie współczucia, pomieszane z poczuciem winy. Przecież prorok codzienny nie zawsze pokazywał to,co w rzeczywistości pisał reporter prawda? Może jednak nie była taka zła? A ginny... Ginny tak bardzo ją broniła. Coś drgnęło w jego sercu. Nie mógł mieć żalu do kogoś kto wpadł w szpony gazetki!
-Możesz wziąć moją. - powiedział w końcu.
Talie spojrzała na niego zdumiona. Chłopak wywrócił oczami i podszedł do niej. Poczuł delikatny zapach lilii, który wydał mu się bardzo charakterystyczny. Nie mówiąc nic więcej zabrał z jej rąk liścik i ignorując jej protesty przywiązał go do nogi Hedwigi. Potem przysunął się ku oknu i patrzył jak odlatuje.
-Przecież... - Natalie otworzyła szeroko oczy.
-Chyba chciałaś go wysłać...? - zapytał niepewnie.
-Tak... A-ale... Ty mnie... Ty mnie nie
-Nie lubię cię - przyznał - ale moja sowa zbyt długo siedziała w klatce!
Po czym wyminął ją z tajemniczym uśmiechem i wyszedł. Dziewczyna stała tam jeszcze przez długi czas, aż w końcu dotarła do niej rzeczywistość. Harry się do niej odezwał. Dał jej użyć jego sowy. Przestał ją ignorować!
Z rumieńcami na twarzy postanowiła pobiec do Ginny, ale jednak się rozmyśliła. W końcu Harry był tym, w którym była zakochana. Natalie nie mogła po prostu tam wejść, zwłaszcza po tym co się wydarzyło rano, a potem zacząć opowiadać jak to Potter się do niej odezwał i tak dalej... Po prostu nie mogła. Postanowiła wrócić do pokoju i czekać, aż Neville po nią wróci. Miała nadzieję,że to nastąpi szybko, chociaż Harry był dla niej nieco milszy, nie miała ochoty spotykać się z resztą domowników. Nawet Molly, czy Arturem.
Zamknęła za sobą drzwi i położyła się na łóżku. Wpatrywała się w sufit martwym wzrokiem. Neville czy Harry? W którym tak na prawdę chciała się zakochać? W którym było WARTO się zakochać? O ile jeszcze miała wybór...

  Harry'ego obudziło stukanie do szyby. Włożył okulary po czym wstał zaspany i wpuścił Hedwigę do środka.
-Nie ta osoba Hedwigo. - pogłaskał ją delikatnie. -Ale...
Niepewnie odwiązał liścik i rozwinął go. Rozpoznał pismo Neville'a, bo często od niego spisywał lekcje. Pierwsze słowo "Natalie!" powinno sprawić,że przestanie czytać, ale postanowił jednak dowiedzieć się, o co chodzi Natalie. 
Nie wiem, czemu uważasz,że cię nie lubią. Może po prostu źle ich
zrozumiałaś? Przecież to moi przyjaciele. Nie zrobiliby Ci nic, pamiętasz? obiecywałem 
Ci coś. Ale jeżeli uważasz,że jednak nie wytrzymasz tam, to napisz do mnie pojutrze. Przybędę
od razu, ale chcę,żebyś dała im ostatnią szansę. Jeżeli nie napiszesz, nie przyjadę. Mam zamiar
wrócić w piątek. Wtedy też jedziemy do Hogwartu! Przeprasza,że Cię zostawiłem, ale musiałem coś załatwić. Pozdrawiam!
Neville Longbottom

Harry przeczytał liścik dwukrotnie. Czyżby Natalie miała zamiar wyjechać? Czyżby słyszała... Nie... przecież była wtedy nieprzytomna! Ale... Skoro już zdążyła dojść na strych... Jeżeli usłyszała ich. - pomyślał Potter, zwijając liścik w rulonik i przywiązując go do Hedwigi. - Będą musieli zmienić jej zdanie w dwa dni.
Nie wiedział, co sprawiło ,że zmienił o niej zdanie. Coś w niej było. Coś bardzo znajomego, jakby była osobą, z którą spędził kilkanaście lat. Ubrał się w pośpiechu i biegiem pospieszył do pokoju Freda i George'a.
-Co jest? - rozległ się głos któregoś z nich zza drzwi.
-Nie śpicie? - zdziwił się Harry otwierając drzwi.
W pokoju panował niesamowity harmider. Wszędzie walały się pudła , papierki, a w powietrzu unosił się zapach dymu. Na środku pokoju stali bliźniacy, majstrując przy jakimś dziwnym urządzeniu.
-Przez całą noc próbowaliśmy naprawić do cholerstwo - stwierdził George
-Ale dopiero teraz zaczyna działać - dokończył Fred.
Rzeczywiście po chwili z maszyny zaczęły buchać zielone płomyki a poskręcane rurki, którymi była oblepiona zaczęły się wić, niczym węże.
-Co to jest? - wyjąkał Potter, wpatrując się w dzieło bliźniaków.
-To jest specjalna maszyna... 
-...Do uśmiechania się...
-...Sprawia,że się śmiejesz...
-...Nawet gdy tego nie chcesz!
Przybili sobie piątkę z uśmiechami.
-O co chodzi Harry? - zapytał Fred wyłączając maszynę.
-Chyba nie przyszedłeś prosić nas o rady miłosne!
-Nie... Słuchajcie... Natalie...
-Co znowu ona? Dzisiaj mamy zamiar podłożyć jej śmierdzącą bombę do gatek. - roześmiał się George.
-Nie! Chodzi właśnie o to,żebyście byli dla niej... No... milsi... - Harry nie śmiał na nich spojrzeć.
-Aa! Już rozumiem! George! Jak widać bomba to za mało!
-To już się bierzemy za coś mocniejszego! Na przykładzie możeby wykorzystać tą...
-Nie róbcie jej nic! - wypalił Potter, wreszcie na nich spoglądając.
-Jak NIC? W jakim sensie "nic" ?
-W normalnym! Słuchajcie!
Opowiedział im o liście od Neville'a, pomijając fakt,że specjalnie otworzył ten liścik.
-No i co z tego?
-I tak jest wkurzająca! - powiedział Fred marszcząc brwi.
-Ale ona... Ona nic nam nie zrobiła! Przecież...
-Chodzi o Ginny? Nie nam wmawiaj głupot, tylko jej! - stwierdził George.

06| Kłótnie

Rozdział VI

  Natalie mozolnie wspinała się po schodach,starając się odpędzić obraz Harry'ego Potter'a bez koszulki. Niezbyt jej to wychodziło, bo pogłębiając się w swoich toczących bitwę myślach, nie zauważyła jednego stopnia.
-AŁAAAA!!!
Potoczyła się po schodach niczym kulka. Dosłownie stała tam i już po chwili leżała u podnóża.
-Na zielonego chochlika Talie!!! - Molly Weasley podbiegła do niej z zatroskaną miną. - Hermiono czy ty zawsze musisz przynosić nam nieszczęśliwe wypadki?!
Granger zeszła powoli po schodach marszcząc brwi. 
-Przecież to nie jest moja...
-Odsuń się! - Kobieta wraz z bliźniakami niosła zemdlałą Natalie do pokoju.
Hermiona patrzyła za nimi, a gdy usłyszała jak drzwi zatrzaskują się, usiadła na stopniu i zaczęła masować sobie skronie.
-Nie przejmuj się. - Obok niej znalazł się Ron, a zaraz po nim Harry. - Mama bardzo ją polubiła.
-Ta... - mruknęli Harry i Hermiona naraz.
-Nie mów mi,że ty też masz coś do niej.. Hermiono! - Ron spojrzał na nią z niedowierzaniem. - Przecież nie zrobiła tego...
-SPECJALNIE! - na korytarz wypadła znów Molly - Specjalnie przygotowałam ten pokój, a wy go zniszczyliście! 
-Ale mamo! - zaczął George patrząc na nią błagalnie - my tylko...
-DOSYĆ! Po prostu... Mam dosyć! - przecisnęła się przez trójkę na schodach i zdenerwowana wyszła z domu.
-Ugh... - bliźniacy przysiedli się do przyjaciół - Ta ruda mnie już wkurza...!
-Mówisz o mnie? - Ginny wyjrzała zza rogu z rozeźloną miną.
-Nie! Chociaż ciebie to zawsze mieliśmy dosyć - Fred roześmiał się głośno. - Chodzi o nią - wskazał ruchem głowy na górę, gdzie znajdował się pokój Talie.
-Przecież... Ona tylko spadła ze schodów! Nie zrobiła tego specjalnie!
-"Specjalnie!!! Specjalnie przygotowałam ten pokój dla mojej ukochanej córeczki, która nigdy nie będzie fajna i będzie tylko maminsynkiem!" - George nabijał się z tgo dobre kilka minut, aż wreszcie przerwał (tak jak i reszta siedząca na schodach) widząc groźną minę Ginny.
-Mogła sobie coś zrobić, a wy się z niej śmiejecie i...
-Ginny... - Hermiona spojrzała na przyjaciółkę spokojnie - znasz ją tyle samo co my. Poza tym...
-Dobrze wiesz co napisała o Dumbledorze! Napisała,że udaje wielkiego czarodzieja, że nie jest mądry, tylko ma farta i... I...
-Harry - Weasley podeszła do niego i spojrzała prosto w oczy - Nie bądźcie tacy tylko dlatego,że mama się tak zachowała!
-Nie wiesz! - chłopak zerwał się z miejsca patrząc na nią groźnie. Dziewczyna odskoczyła, ledwo łapiąc równowagę. - Nie wiesz jak to jest, kiedy ktoś obraża kogoś.... kogoś kto...
-Nie wiem!? Właśnie obrażacie moją przyjaciółkę!
-Przyjaciółkę?! - Harry był już rozwścieczony - Ona NIE JEST twoją przyjaciółką! Hermiona może nią być, znacie się od dawna, ale ona nie...
-A skąd to możesz wiedzieć?! Jesteś takim sławnym chłopcem i myślisz,że tylko ty masz przyjaciół?! Ciebie wszyscy znają, chcą się z tobą zaprzyjaźnić bo o tobie słyszeli ! Ja nie mogę?! To zobacz sobie co ja ku...
-GINNY!!! - Molly Weasley niespodziewanie znalazła się obok. - Co ty...?!
-Jesteście ... NIENAWIDZĘ CIĘ! - Wrzasnęła chłopakowi prosto w twarz.
-Bo jestem sławny?! Czy to moja wina?!
-Ginny... Harry... - Molly starała się uspokoić ich obydwu.
-Nie jesteś wart tego wszystkiego! Nie jesteś wart być tutaj słyszysz?! Nie masz prawa się wypowiadać na temat przyjaźni! Twoim przyjacielem jest tylko sława, ale czy ją możesz przytulić, porozmawiać z nią?! NIE! I nigdy nie będziesz miał przyjaciół jak będziesz takim p..... - kolejna wiązanka słów omal nie doprowadziła do zawału pani Weasley. - Rozumiesz?!
-Mam przyjaciół! Nie widzisz tych , co siedzą za mną?! TO SĄ PRZYJACIELE!
-Tylko się łudzisz... - syknęła Ginny, po czym wyminęła go i pobiegła do własnego pokoju.

  Tymczasem Natalie, która zdołała obudzić się w miarę szybko, przysłuchiwała się temu wszystkiemu i powstrzymywała łzy. Przybyła tam dwa dni wcześniej a już wszyscy mają jej dość. Do tego Ginny... Ginny była zakochana w Harry'm, a przez Natalie możliwe,że zaprzepaściła szanse na... Przymknęła oczy. Jak mogła być tak nieuważna!? Gdyby nie spadła z tych schodów.... Miała dosyć. Przechodząc między jak widać rozrzuconymi przez bliźniaków kuleczkami, z których co chwilę wylatywał kurz i papierki podeszła do biurka. Wzięła kawałek pergaminu i pióro i zaczęła pisać;
Drogi Neville'u!
Czy mógłbyś mnie stąd zabrać? Czuję się tutaj okropnie. Wszyscy mają
mnie już dosyć. Nawet ja sama. Jeżeli nie masz czasu to proszę poproś o to 
babcię. Nie mów jej szczegółów decyzji. Nie wiem, czy dam radę tutaj wytrzymać.
Nie jestem lubiana przez twoich przyjaciół. W ogóle nie wiem czemu mnie tutaj
zostawiłeś. Odpisz prędko!
Twoja Talie
Natalie!

Gdy skończyła pisać zawinęła pergamin w rulonik i skradając się po cichu wyszła z pokoju. Weszła na sam strych, na którym znajdowały się obecnie sowy. Podeszła do jednej z nich i zawiązała liścik na jej chudej nóżce. Pogłaskała ją delikatnie i szepnęła;
-Do neville'a Longbottom'a...
Otworzyła okno i już miała ją wypuścić, gdy rozległ się czyjś głos;
-Co ty robisz z moją sową?! - Harry patrzył na nią groźnie.
No świetnie - pomyślała Talie, zerkając na śnieżnobiałą sowę - jeszcze tego mi brakowało!